Prezes Łukasik zwraca uwagę, że inna jest jakość i smak wyrobu z małej masarni, która bierze surowiec od rolnika, gdzie trzoda jest chowana w sposób tradycyjny, a zupełnie inny jest wyrób z produktu masowego chowu. - Niewielka skala produkcji jest bliższa środowisku, a także zachowuje często swój regionalny charakter i niepowtarzalny smak. To samo można osiągnąć w produkcji mleczarskiej. Myślę, że w branży nabiałowej można przyjąć pewne rozwiązania z powodzeniem stosowane w produkcji jaj. Mamy jaja oznaczane w różnoraki sposób. Jajka oznaczane jako 0 są droższe, gdyż produkowane w ekologiczny sposób, 1 - wolny chów, 2, chów ściółkowy, 3 - chów klatkowy. W przypadku produkcji mlecznej także można wprowadzić podobne oznaczenia określające rodzaj prowadzonej hodowli bydła i produkcji mleka - mówi Władysław Łukasik.

W jego opinii, można by brać pod uwagę rasę bydła, sposób żywienia i wykorzystania pasz, a także uwzględniać wypas na pastwisku. - Takie produkty i wyroby byłyby nieco droższe, ale jestem przekonany, że jest spora grupa konsumentów, którzy mogliby zapłacić więcej, tak jak ma to miejsce w przypadku jajek. Gdyby ktoś w Europie Zachodniej chciał uruchomić produkcję tradycyjną, a jest tam duży popyt na takie wyroby i stale rośnie, to koszt byłby wręcz astronomiczny. Tymczasem u nas taka produkcja ma miejsce obecnie - podkreśla szef ARR.

Jego zdaniem, mogłoby to być sposobem dla utrzymania czy przetrwania dużej grupy producentów mleka i innych wyrobów, jeśli by także zostały objęte tym systemem. W tej chwili mamy do czynienia z szybkim wypadaniem gospodarstw mlecznych powyżej 15 sztuk bydła. Taki system dałby im szansę przetrwania i rozwoju. Zmiana profilu produkcji czy inne alternatywy nie byłyby złe dla takich producentów, ale, zdaniem prezesa Łukasika sensownych alternatyw nie ma wiele.

W sprawie produkcji mleczarskiej ARR zainicjuje spotkanie z mniejszymi mleczarniami, być może z udziałem Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, aby przedyskutować czy i jakie kryteria można by opracować aby upowszechnić pewien standard produkcji regionalnej i tradycyjnej, coś pośredniego pomiędzy obecnymi reżimami certyfikowanej produkcji ekologicznej, a produkcją wysokowydajną i masową. Mogłaby to być szansa dla mniejszych przetwórców, którzy mogliby się w niej wyspecjalizować. Byłby to oznaczony produkt pochodzący z przestrzeganej i kontrolowanej metody wytwarzania. Byłby to produkt podwyższonej jakości czy o cechach szczególnych, dla którego miejsce znalazło by się zarówno na polskim jak i europejskim rynku.