- Zainteresowanie plantatorów i pracowników było duże, jednak liczba akcji, na które zapisali się, była mniejsza niż się spodziewaliśmy - tłumaczy Marcin Kulicki.

Prezes zwraca uwagę, że przez ostatnie trzy lata spółka bardzo się rozwinęła, dzięki wykorzystaniu dobrej koniunktury na rynku cukru oraz procesowi restrukturyzacji, który przyniósł wymierne efekty w postaci ograniczenia kosztów. Zyski, które wypracowuje firma są wysokie, podobnie jak wartość firmy, liczona wysokością wskaźnika EBITDA, czy zysku netto.

- Pytanie powinno brzmieć, czy osoby uprawnione do nabycia akcji Krajowej Spółki Cukrowej, którymi są wyłącznie plantatorzy związani umowami kontraktacji ze spółką oraz jej pracownicy, mają wystarczającą siłę nabywczą, by kupić tak duże przedsiębiorstwo. Jest to pytanie, na które trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Ostatnie wydarzenia pokazały, że grupa uprawnionych nie ma takiego potencjału nabywczego i być może, takiej determinacji na zakup akcji spółki wobec zmian, które szykują się na rynku cukru. W obliczu planów uwolnienia rynku część osób uprawnionych ma wątpliwości, czy jest to dobra inwestycja - mówi prezes.

Przypomina, że prywatyzacja Krajowej Spółki Cukrowej jest realizowana niemal od dwóch lat. To wtedy Ministerstwo Skarbu Państwa podjęło decyzję o skierowaniu KSC na drogę prywatyzacji, wtedy też odbyły się szeroko zakrojone konsultacje społeczne, zarówno ze środowiskiem plantatorskim, jaki i ze związkami zawodowymi pracowników spółki.

- W wyniku wielu spotkań, po długich dyskusjach ustalono najlepszą formułę prywatyzacji oraz wypracowano dodatkowe wsparcie dla pracowników i plantatorów. Mam tu na myśli transzę preferencyjną, dzięki której plantatorzy i pracownicy, bez wykładania własnych środków finansowych, już na starcie prywatyzacji, mogli stać się właścicielami ponad 32 proc. akcji KSC. Te zasady, jako zarząd spółki, konsekwentnie realizowaliśmy - zapewnia Marcin Kulicki.

Jak informuje, ponad 12 tys. pracowników i plantatorów zgłosiło chęć skorzystania ze wsparcia spółki, czyli pożyczki od firmy na pierwszy, 20-procentowy wkład, potrzebny by zakupić akcje. Jednak złożono zapisy tylko na około 19 proc. akcji, z przewidywanej puli 32 proc., pomimo bardzo preferencyjnych warunków.