Obrońcy, jak i sam oskarżony chcą uniewinnienia. Ci pierwsi argumentowali w mowach końcowych, że proces jest poszlakowy, ale ciąg poszlak prowadzi właśnie do uniewinnienia. Wyrok Sąd Rejonowy w Białymstoku ma ogłosić 30 maja.

Prokuratura zarzuciła prezesowi spółdzielni w Mońkach (Podlaskie) przyjęcie, od maja 2002 do listopada 2004 roku, w sumie nie mniej niż 347 tys. zł łapówek. Mężczyzna nie przyznaje się. Według niego, pomawiający go przedsiębiorca mówi nieprawdę.

Wraz z prezesem spółdzielni na ławie oskarżonych zasiada mężczyzna, który miał pośredniczyć w przekazywaniu pieniędzy. W jego przypadku prokurator chce kary 3 lat więzienia, 10 tys. zł grzywny, przepadku łapówek oraz 5-letniego zakazu pracy jako inspektor nadzoru budowlanego.

Prezes spółdzielni w Mońkach został zatrzymany w 2007 roku i po postawieniu zarzutów na krótko trafił do aresztu. Przed budynkiem sądu protestowali wówczas pracownicy i rolnicy obawiający się pogorszenia sytuacji spółdzielni.

Prokuratura oskarżyła go o przyjmowanie łapówek od przedsiębiorcy, który zarabiał na robotach budowlanych na rzecz spółdzielni. Chodziło m.in. o budowę nowej dojrzewalni serów, finansowanej z funduszy unijnych.

Śledczy zarzucili mu, że od każdej faktury wystawionej firmie biznesmena, która wygrywała przetargi, dostawał od niego dziesięć procent wartości opłaconych prac budowlanych. Pieniądze miał przekazywać współoskarżony inspektor nadzoru budowlanego.

Według śledczych, jednorazowo były to kwoty rzędu kilku, kilkunastu tysięcy złotych.

Zeznając na początku procesu jako świadek, mężczyzna ten powtórzył przed sądem, iż płacił w formie łapówek po 10 proc. wartości faktur za zlecane mu roboty budowlane w spółdzielni.

Obrońcy prezesa spółdzielni argumentowali w poniedziałek w mowach końcowych, że sprawa miała charakter poszlakowy, ale ich ciąg prowadzi do uniewinnienia. Mecenas Leszek Kudrycki mówił, że problemy finansowe przedsiębiorcy wzięły się nie z tego, że rzekomo dawał łapówki, ale z tego, iż źle skalkulował kosztorys inwestycji i nie wziął pod uwagę podwyżki VAT-u.

Mówił też, że gdy prezes spółdzielni rzeczywiście brał łapówki, to by przedsiębiorcę chronił, a tak nie było. Obaj oskarżeni w swoim ostatnim słowie powiedzieli tylko, że proszą o uniewinnienie.