Główny okres negocjacyjny przypada na polską prezydencję, dlatego też polscy rolnicy oczekują, że właśnie w tym czasie rząd postawi duży nacisk na sprawy polskiego rolnictwa.

Trzeba walczyć, aby nie ograniczać żadnych z działów rolnictwa zarówno roślinnych jak i zwierzęcych. Inaczej Polska nigdy nie będzie miała szansy na poprawę swojej samowystarczalności. Domagamy się, aby podczas polskiej prezydencji nie spychać na margines tematyki związanej z rolnictwem. Jeżeli tak się stanie to może się okazać, że polskie rolnictwo po 2013 roku poniesie klęskę. - mówi Jan Krzysztof Ardanowski

W tym szczególnym momencie, jakim jest prezydencja, kraj członkowski kierujący Unią Europejską ma szczególne prawa przedstawiania swoich postulatów, oczekiwań i przekonywania do swoich racji.

Unia Europejska kiedyś inaczej definiowała rolnictwo - priorytetowa była produkcja rolnicza zakrojona na szeroką skalę. W tej chwili atmosfera w Europie zaczyna coraz bardziej sprzyjać mniejszym producentom, czyli takiemu rolnictwu, jakie jest w Polsce. Nie można zmarnować tej szansy podczas nadchodzącej prezydencji. Przede wszystkim chodzi o wyrównanie szans polskiego rolnictwa. W tej chwili rolnictwo swoją konkurencyjność zawdzięcza głównie wsparciu bezpośredniemu. Nie można zaakceptować sytuacji, że nasi koledzy, rolnicy z Niemiec, Francji, Holandii, Dani, Grecji, Portugali, mają dwu- a nawet trzykrotnie wyższe dopłaty niż rolnicy polscy, przy bardzo zbliżonych kosztach produkcji - podkreśla Ardanowski.

Podobał się artykuł? Podziel się!