Według ustaleń prokuratury będące pod ochroną zwierzę zastrzelił przedsiębiorca z powiatu częstochowskiego Szymon G., a skórę z zabitej wilczycy ściągnął leśnik z Podkarpacia Mirosław W. Ten drugi miał też przewozić martwe zwierzę w swoim samochodzie. Później, w celu zatarcia śladów, martwe zwierzę miał wyrzucić do rowu. Obaj oskarżeni o kłusownictwo nie przyznają się do zarzucanych im czynów.

W czasie pierwszej rozprawy Szymon G. odmówił składania wyjaśnień. Drugi podsądny zgodził się składać wyjaśnienia, ale dopiero wówczas gdy będą wszyscy jego obrońcy. Odbędzie się to prawdopodobnie na kolejnej rozprawie. Wtedy też ma się rozpocząć przesłuchiwanie świadków.

Do zdarzenia doszło w styczniu br. w Bieszczadach. Mieszkający w okolicach Baligrodu myśliwy powiadomił policję i straż leśną, że natknął się w lesie opodal Żernicy, na czterech mężczyzn ściągających skórę z martwego wilka.

Sekcja zwłok zwierzęcia wykazała, że była to około dwuletnia wadera. Samica wilka zginęła od strzału w okolice serca; odniosła rozległe obrażenia.

Jak się okazało, wśród mężczyzn byli mieszkańcy Śląska, którzy przyjechali zapolować na lisa i jenota. Był też podleśniczy leśnictwa Średnia Wieś z Nadleśnictwa Lesko.

Prokurator znalazł dowody na kłusownictwo dwóch z czwórki obecnych na miejscu i skierował do leskiego sądu akt oskarżenia. Szymonowi G. zarzuciła zabicie, w celu dokonania zaboru mienia, chronionego prawem zwierzęcia o wartości co najmniej ponad 2 tys. zł., "powodując tym zniszczenie w świecie zwierzęcym co wywołało istotną szkodę", a także zabór skóry i czaszki wilka.

Natomiast leśnika Mirosława W. prokurator oskarżył o pomocnictwo w kradzieży poprzez oskórowanie zwierzęcia i przewożenie jego skóry i tuszy samochodem, a później wyrzucenie do rowu, aby zatrzeć ślady przestępstwa.