Stanisław Kowalczyk, mieszkaniec Woli Wrzeszczowskiej k. Przytyka na Mazowszu, zarejestrował własny komitet wyborczy pod nazwą Komitet Wyborczy Wyborców "Jak żyć". "To moje słowa, które stały się znane w całej Polsce, i moje hasło wyborcze, które będzie przyświecało mojej kampanii do samorządu" - powiedział.

Kowalczyk podkreślił, że zdecydował się zarejestrować własny komitet, bo nie otrzymał propozycji od żadnej partii. Kiedyś - jak przyznał - liczył na współpracę z Prawem i Sprawiedliwością. "Z PiS-u jestem już jednak wyleczony. Nie zostało dotrzymane słowo, jestem rozczarowany, mieliśmy razem zmieniać kraj, ale okazało się, że byłem potrzebny tylko chwilowo, żeby krytykować rządzących" - dodał.

Zaznaczył, że zdecydował się startować wyborach, bo - jak powiedział - w Polsce trzeba jeszcze dużo zmienić - "począwszy od małej gminy, skończywszy na Warszawie". Jego zdaniem, w polityce potrzeba też nowych twarzy. "Jak się ma zmieniać ta Polska, kiedy ci sami politycy są non stop? - pyta producent papryki.

Jako przyszły wójt Przytyka chciałby się zająć m.in. gospodarką wodną i melioracją, by - jak mówi - ulżyć rolnikom, dla których bardzo uciążliwe są duże opady deszczu i woda stojąca w polach. Bardzo ważne - zdaniem Kowalczyka - jest także wybudowanie przetwórni papryki, by warzywa mogły być przetwarzane na miejscu.

Stanisław Kowalczyk ma 56 lat. Jest producentem papryki, z wykształcenia elektrykiem. W 2011 roku podczas nawałnicy poniósł znaczne straty w uprawie. Kiedy premier Donald Tusk odwiedził dotknięte klęską tereny, Kowalczyk zadał mu pytanie: "Jak żyć?", które zrobiło karierę wśród polityków i w mediach. Niedługo po tym prezes Jarosław Kaczyński w obecności mediów odwiedził rodzinę plantatora papryki w Woli Wrzeszczowskiej. Prezes PiS wspomniał o Kowalczyku także w styczniu tego roku podczas konwencji partii w Przysusze k. Radomia. Mówił m.in., że producent papryki stał się przedmiotem prześladowań. Poseł PiS Marek Suski dodał, że z obietnic pomocy premiera dla poszkodowanych rolników jak zwykle niewiele wyszło. Wówczas obecny na konwencji Kowalczyk bardzo się oburzył, bo - jak powiedział - dostał znaczącą pomoc od państwa. "Na obłudę, na takie gierki perfidne nie pozwolę, choćbym nie wiem, jakie konsekwencje poniósł" - mówił wówczas Kowalczyk.

Podobał się artykuł? Podziel się!