Jak poinformował w czwartek rzecznik Najwyższej Izby Kontroli Paweł Biedziak, od chwili zakupu spalarnia stoi niezmontowana w magazynie Zakładów Mechanicznych Bumar w Gliwicach. Jej wykorzystanie jest nadal możliwe - choć wobec m.in. częściowej korozji niektórych elementów wymaga nakładów szacowanych na ok. 3 mln zł. W lipcu urządzenie przejął resort skarbu i rozpoczął procedurę jego sprzedaży.

Spalarnię kupiono 11 lat temu w Austrii w ramach unijnego projektu PHARE. Miała pomóc w rozplanowanym wówczas na 4 lata projekcie likwidacji niepotrzebnych środków ochrony roślin - odpadów pestycydowych - składowanych w tzw. mogielnikach. Urządzenie miało spełniać kryteria tzw. półmobilności i służyć do likwidacji 272 składowisk rozsianych po całym kraju.

Autorzy projektu planowali przygotowanie trzech stanowisk dla spalarni - instalacja miała być rozmontowywana i przemieszczana kilkunastoma ciężarówkami w miarę oczyszczania poszczególnych regionów. Realizację projektu ówczesne ministerstwo środowiska powierzyło Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

 - Program nie został jednak dostatecznie przygotowany. Fundusz nie rozpropagował informacji o zakupionej spalarni, co ograniczyło krąg zainteresowanych jej wykorzystaniem, a instytucje, które ostatecznie przystąpiły do projektu, nie były do tego gotowe - zaznaczył rzecznik NIK.

"W ocenie NIK, przedstawione postępowania Ministra Środowiska (...), odpowiedzialnego za przedmiotową spalarnię zarówno w trakcie realizacji Projektu, jak również po jego zakończeniu - (...) - należy ocenić, jako nierzetelne i niegospodarne" - napisano w syntezie wyników kontroli.

Jako pierwszy spalarnię miał wykorzystać mieszczący się w podgliwickich Sośnicowicach oddział poznańskiego Instytutu Ochrony Roślin. Instytut nie miał jednak lokalizacji pod instalację ani uprawnień do likwidacji niebezpiecznych odpadów, nie był też do tego przygotowany finansowo. Po podpisaniu umowy z NFOŚiGW w 2000 r. Instytut przez 4 lata rozpatrzył 26 możliwych lokalizacji dla spalarni - kilka podjętych prób okazało się nieskutecznych z powodu protestów lokalnych społeczności.

Kolejnym partnerem projektu były tarnowskie Zakłady Azotowe, które - choć miały wszystkie decyzje - nie były w stanie zainstalować i uruchomić spalarni wobec braku środków. Według NIK, władze Zakładów zawierając w 2004 r. stosowne umowy były świadome, że ich ówczesna sytuacja finansowa uniemożliwi pokrycie wydatków.