Chodzi o rządowy projekt zmiany ustawy o ubezpieczeniu upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Jak poinformował wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke, projekt został przyjęty przez rząd we wrześniu ub. roku, ale ze względu na konieczność jego notyfikacji w Komisji Europejskiej, która zatwierdziła go dopiero w lutym br., trafił pod obrady Sejmu w środę.

Wysokość dofinansowania z budżetu państwa składki do ubezpieczenia upraw i zwierząt gospodarskich wyniesie do 65 proc. (wcześniej było to 50 proc.). Do ubezpieczeń włączeni zostali ponadto producenci warzyw i owoców: z dofinansowaniem składki do 50 proc. i do 5 proc. sumy ubezpieczenia - poinformował Plocke, wskazując na najważniejsze zmiany w projekcie.

Przy ubezpieczeniu upraw zbóż, kukurydzy, rzepaku jarego, rzepiku, ziemniaków lub buraków cukrowych dofinansowanie wynosiłoby do 3,5 proc. sumy ubezpieczenia upraw, a przy ubezpieczeniu rzepaku ozimego, warzyw gruntowych, chmielu, tytoniu, drzew i krzewów owocowych, truskawek lub roślin strączkowych - 5 proc.

Plocke poinformował, że ubezpieczenia obejmują każde ryzyko (np. suszę, powódź, przymrozki czy gradobicie) oddzielnie.

Projekt zakłada ponadto inny sposób składania wniosków przez zakłady ubezpieczeniowe; wnioski takie będą mogły być składane dwa razy w roku i zwrot kosztów także odbywałby się dwa razy w roku. Przewiduje się ponadto ujednolicenie wzorów dokumentów akceptowanych przez ministra rolnictwa oraz ministra finansów.

Rząd zaproponował ponadto skrócenie z 30 do 14 dni okresu karencji, tj. terminu, od którego następuje odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń po zawarciu umowy, w przypadku wystąpienia powodzi lub suszy.

Posłowie mieli uwagi do projektu. Postulowano m.in., by w ustawie zostały sztywno określone widełki dofinansowania, bo samo zapisanie dofinansowania do 65 proc. nie gwarantuje, że rolnicy właśnie tyle otrzymają. Wysokość dofinansowania ma być ustalana co roku przez Radę Ministrów.

Robert Telus (PiS) zgłosił wniosek o powołanie podkomisji. Nie został on zaakceptowany przez większość.

Zdaniem obecnego na posiedzeniu komisji byłego senatora i rolnika Sylwestra Gajewskiego, rolnikom potrzebny jest powszechny i obowiązkowy system ubezpieczeń rolnych, a zaproponowane przez rząd rozwiązanie to "dokarmianie firm ubezpieczeniowych", a nie budowanie spójnego systemu ubezpieczeniowego. Plocke odpowiadał, że rozwiązania takie są powszechne, gdyż każdy rolnik korzystający z pomocy publicznej (dopłaty bezpośrednie) musi ubezpieczyć połowę swoich upraw.

Wiceminister poinformował, że obecnie w Polsce z ubezpieczenia korzysta 143 tys. rolników, zaś tylko 426 gospodarstw ma wykupione ubezpieczenia zwierząt gospodarskich. Na dopłaty do składek budżet przeznacza 200 mln zł, z czego w u.br. wykorzystywano ok. 160 mln zł. Ubezpieczenia rolne można wykupić w PZU, Concordii i Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych.

Izby rolnicze poparły rządowe projekt, przeciw zaproponowanym rozwiązaniom była "Solidarność" RI. Według Plocke, uwag do projektu nie mają też firmy ubezpieczeniowe.

Projekt został skierowany do II czytania.