Iwona J. jest oskarżona o uporczywe i złośliwe naruszanie praw pracowniczych 11 osób oraz o przekroczenia uprawnień. W środę zakończył się przewód sądowy w tej sprawie i strony rozpoczęły wygłaszać mowy końcowe.

Prokurator zażądał dla Iwony J. kary łącznej w wymiarze dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywny. Wnioskował też do sądu o orzeczenie wobec oskarżonej trzyletniego zakazu pełnienia funkcji kierowniczych w administracji państwowej i instytucjach państwowych.

Prokurator przypomniał, że tłem sprawy jest tragiczna śmierć pracownika biura ARiMR w Ostrowcu Świętokrzyskim, która stała się impulsem do wypowiedzi na temat mobbingu dla innych pracowników. Według niego pracownicy byli zastraszani, poniżani, nękani, co odbijało się na ich zdrowiu i życiu prywatnym. Podkreślił, że tworzenie koterii w pracy jest niedopuszczalne, a ARiMR nie jest prywatnym folwarkiem.

Przedstawicielka oskarżycieli posiłkowych zaznaczyła, że w sądzie pracy dwoje pracowników ARiMR uzyskało odszkodowania za mobbing, a jeden z byłych pracowników został przywrócony do pracy.

Obrońca oskarżonej wniósł o jej uniewinnienie. Oznajmił, że rzeczywistość była zupełnie inna niż "bajka o złej królowej". Podkreślił, że Iwona J. nie trafiła do dobrze funkcjonującej firmy z dobrze pracującymi pracownikami. Według niego może była zbyt wymagająca, ale osiągała efekt - oddział ARiMR, który był na ostatnim miejscu, znalazł się na pierwszym. Podkreślił, że jego klientka została odznaczona przez prezydenta za swoją dobrą pracę i służbę państwu.

Według adwokata nie ma w tej sprawie żadnych dowodów na naruszenie prawa, są tylko żale pracowników. Jego zdaniem konflikt wynikał z podłoża politycznego - Agencja na przestrzeni ostatnich lat "była w gestii" PSL i SLD, a J. była postrzegana jako osoba z "nadania pisowskiego".

Oprócz Iwony J. na ławie oskarżonych w tym procesie zasiada również dwoje innych pracowników ARiMR: kobieta, która - według prokuratury - przekroczyła swoje uprawnienia kierując bez uprawnień dwoma biurami powiatowymi oraz mężczyzna, który miał podrobić dokument, antydatowany przez Iwonę J. Dla Anny O. prokurator zażądał kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywny, a dla Mariusza O. - grzywny.