Przed gmachem Ministerstwa Rolnictwa rolnicy zbierali się od rana. W sumie przyjechało blisko tysiąc hodowców. Protestujący planują też udać się z petycją przed Urząd Rady Ministrów. To nie jest protest polityczny, a tylko chęć zwrócenia uwagi na trudna sytuację producentów trzody. Tak przedstawiciele dwóch związków rolniczych które zdecydowały się na zorganizowanie pikiety tłumaczą dzisiejszą demonstrację.

Sławomir Izdebski, OPZZ Rolników – „Chcemy poprzez protest wyrazić swoje niezadowolenie i skłonić w końcu cały parlament aby podjął inicjatywę żeby rolnicy widzieli że ktoś ich problemem się zajmuje bo naprawdę tak dalej być nie może.”

Większość gospodarstw zajmujących się hodowlą żywca stanęła na skraju bankructwa. Od dłuższego czasu pracują nie tylko za darmo a wręcz dokładają do interesu. Cena uzyskiwana za sprzedane tuczniki pokrywa zaledwie 70 proc. kosztów hodowli.

Sławomir Izdebski, OPZZ Rolników – „Dzisiaj te największe koncerny dyktują ceny na rynku i nie jest to zmowa wszystkich zakładów ale jest to zmowa cenowa największych zakładów gdzie te mniejsze muszą się do nich w taki czy inny sposób dostosować.”

Zdaniem związku „Solidarność” publiczne wyrażenie niezadowolenia przez rolników to nie jest najgorsza forma protestu.

Jerzy Chruścikowski, NSZZ Solidarność – „Największym protestem, który trwa to jest zatrzymanie produkcji przez rolników. To jest wielkie niebezpieczeństwo dla naszych konsumentów dlatego, że nie da się odtworzyć tak szybko produkcji a na ten rynek wejdą podmioty duńskie, francuskie, holenderskie.”

A takie rozwiązanie to już najgorszy z możliwych scenariuszy.

Źródło: Dorota Florczyk/Agrobiznes