Pikieta związkowców zakończyła się po południu. Na transparentach protestujący wypisali hasła: "Nie chcemy wegetować, chcemy żyć", "Rolników popieramy, polskiej ziemi nie oddamy". Protestujący mieli trąbki, bębny i gwizdki. Skandowali "PO samo zło".

Szczeciński protest wsparły delegacje związkowe m.in. z Łodzi, Poznania, Bydgoszczy i Słupska.

Przewodniczący zachodniopomorskiej Solidarności Mieczysław Jurek mówił wcześniej do zebranych, że nie istnieje dialog związkowców z rządem, a ze strony rządzących nie ma woli, by realizować jakikolwiek ze związkowych postulatów. Jurek poinformował, że związkowcy wysłali do przewodniczącego Komisji Europejskiej list, w którym napisali m.in., że demokracja w Polsce jest zagrożona.

"Dziś strategiczny dla sytuacji społecznej i gospodarczej regionu przemysł na Wybrzeżu nie istnieje (...). Pracowników zatrudnia się na umowy śmieciowe, w których nie obowiązują żadne prawa pracownicze, a skala ich stosowania zagraża funkcjonowaniu systemu emerytalnego" - podkreślili w korespondencji. Przypomnieli również, że rośnie w Polsce liczba niedożywionych dzieci i biednych pracujących, co wpływa na wzrost emigracji.

Wtorkowa pikieta to - jak mówili wcześniej związkowcy - efekt braku reakcji strony rządowej na kilkakrotnie już przedstawiane jej postulaty, takie jak: podwyższenie płacy minimalnej, ograniczenie umów śmieciowych i rezygnacja z wydłużenia wieku emerytalnego. Działacze regionalnej "S" chcą też opracowania specjalnego programu dla Pomorza Zachodniego, który ożywi gospodarczo region.

Związkowcy obawiają się także planów likwidacji PKP Cargo w Szczecinie i braku inwestycji w Zespole Elektrowni Dolna Odra (ZEDO).

Wojewoda zachodniopomorski Marcin Zydorowicz informował w poniedziałek, że nie zapadły decyzje w sprawie przyszłości szczecińskiego oddziału PKP Cargo. Sytuację w Zespole Elektrowni Dolna Odra nazwał stabilną.

Na czas protestu zamknięto główne wejście do gmachu. W poniedziałek kilku związkowców domagało się w sekretariacie przed gabinetem wojewody umożliwienia im spotkania z czterema ministrami. Po kilku godzinach związkowcy opuścili budynek.

Rolnicy, którzy wsparli związkowców, protestują przeciwko nadal trwającym - ich zdaniem - nieprawidłowościom w sprzedaży ziemi rolniczej. Mówią też o braku rozmów z przedstawicielami rządu. Zdaniem rolników, zapoczątkowany w styczniu ub.r. dialog strony rządowej z rolnikami został przerwany. W grudniu ub.r. minął rok od głośnego protestu na ulicach Szczecina, kiedy przez ponad 70 dni po mieście jeździły traktory. Rolnicy protestowali wtedy przeciw wykupowi ziemi przez zagraniczne firmy przy pomocy podstawionych osób.

W okolicach urzędu wojewódzkiego stoi kilkadziesiąt ciągników. Rolnicy wystąpili wcześniej o zgodę na protest do 24 stycznia br. Jak powiedział PAP podkomisarz Przemysław Kimon z zachodniopomorskiej policji, ciągniki pozostaną w mieście do środy.

Podobał się artykuł? Podziel się!