- Skandalem jest, że nikt z Ministerstwa Rolnictwa nie przyjechał na rozmowy. Minister zdrowia po całym kraju jeździ z lekarzami, a rolników się lekceważy – mówi Wojciech Mojzesowicz. – Cały skutek protestu jak dotąd jest taki, że wojewoda przyznał, że jest 90 procent strat. Dowiedzieli się o tym wreszcie.

Do protestujących dojechali traktorami rolnicy z różnych województw – kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, a nawet lubelskiego. Jak mówi Mojzesowicz, to nie tyle oznaka tego, że rolnicy przekonują się do strajku. Raczej uzyskali możliwość techniczną zademonstrowania swojego stanowiska. Być może protestujący zdecydują się blokować ulice.

- Nagłośniliśmy temat strat, być może na rządzie stanie jutro ta sprawa – stwierdza Mojzesowicz. – Pomogliśmy Sawickiemu, przedstawiając problem, bo on sam nie miał odwagi.

Podobał się artykuł? Podziel się!