Politycy Prawa i Sprawiedliwości zarzucili rządowi brak jasnego stanowiska w sprawie GMO. Przypomnieli, że resort rolnictwa najpierw był przeciwko transgenicznym paszom, potem za, a teraz chce aby zakaz ich importu obowiązywał, ale dopiero za 4 lata.

Krzysztof Jurgiel, poseł PIS: - to jest wynik braku jasnego planu, bo gdybyśmy mięli program działania resortu i rządu, i tam byłoby napisane, że rząd jest „za” lub „przeciwko” GMO, to potem trzeba by było tylko realizować. Obecni na sali przedstawiciele organizacji ekologicznych przekonywali, że wpuszczenia na polski rynek genetycznie zmienionych upraw będzie niebezpieczne dla rolników.

Marek Kryda, Polska Inicjatywa Agro-środowiskowa: - odmiany GMO są licencjonowane. Koncerny międzynarodowe mają licencje na odmiany kukurydzy, soi i rzepaku. Wprowadzenie ich w danym kraju oznacza przekazanie kontroli nad odmianami tym koncernom.

Sami rolnicy wydają się jednak do sprawy podchodzić z mniejszymi obawami. Wojewódzkie Izby Rolnicze coraz częściej domagają się dopuszczenia takich upraw. Jednoznacznie opowiadają się także za dopuszczeniem transgenicznych pasz.

Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR: - jesteśmy za tym, aby dopuścić do stosowania w paszach GMO. Głównie chodzi o soję.

Najwięcej kontrowersji wywołała właśnie sprawa stosowania w karmieniu zwierząt genetycznie poprawionej soi. Branża przetwórcza nie pozostawiła wątpliwości co sądzi o zakazie jej stosowania. Zbigniew Bryś, prezydent Izby Zbożowo-Paszowej: - albo mamy równość w UE, albo wypiszmy się z UE, zamknijmy granice i wtedy mamy problem rozwiązany. RP jest wolna od GMO.

Szacuje się, że na całym świecie nawet 90 proc. soi to odmiany genetycznie zmodyfikowane. Naturalna śruta sojowa jest od nich nawet o 400 zł droższa.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!