Politycy PSL i PJN opowiedzieli się przeciw wprowadzaniu GMO; przedstawiciele SLD i PO uważają, że należy to przemyśleć. Wszyscy byli zdania, że należy kontynuować badania dotyczące wpływu organizmów genetycznie modyfikowanych na zdrowie ludzi i zwierząt.

Minister rolnictwa Marek Sawicki (PSL) powiedział, że dopóki nie ma stuprocentowej pewności, że żywność genetycznie modyfikowana jest w pełni bezpieczna, trzeba doprowadzić do takiego stanu prawnego w Europie, aby GMO uprawiane, ale także żywność wyprodukowana z wykorzystaniem GMO, nie mogła być do Europy sprowadzana ani tu rozprowadzana. Przyznał, że żywność taka jest na rynku, ale coraz więcej państw od niej się odwraca.

Europoseł SLD, b. minister rolnictwa Wojciech Olejniczak uważa, że w sprawie GMO "nie wolno postępować populistycznie". Zwrócił uwagę, że ponad 80 proc. stanowią pasze z udziałem GMO, głównie soi. Dzięki temu rolnictwo polskie jest konkurencyjne. Według niego nie ma w Polsce poważnego środowiska naukowego, które chciałoby całkowicie zakazać GMO.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke (PO) przytaczał dane, według których ok. 60 proc. światowej żywności wyprodukowano z wykorzystaniem GMO, w Polsce ponad 80 proc. pasz jest produkowanych z soi zmodyfikowanej genetycznie, w Stanach Zjednoczonych jest to ponad 97 proc. "Jeżeli w 2010 r. będzie nas ok. 10 mld ludzi, to skąd wziąć tyle żywności, by wszystkich wyżywić przy zmniejszającej się ilości hektarów wykorzystywanych do produkcji?" - pytał wiceminister.

Poseł PJN, b. minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz jest zdania, że trzeba kontynuować badania nad wpływem GMO na ludzi i zwierzęta. Podkreślił jednak, że jeśli te rośliny pojawią się na naszych polach, nie można ich już będzie wycofać. Dlatego - jego zdaniem - na razie w Europie, a tym bardziej w Polsce, nie ma potrzeby, aby uprawiać GMO.

W rundach pytań uczestnicy debaty mówili m.in. o reformie systemu ubezpieczeń społecznych w rolnictwie. Opozycja zarzuciła koalicji, że przez 4 lata nie zreformowała Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Minister Sawicki podkreślał, że były ważniejsze sprawy niż zmiany w KRUS. Jego zdaniem nie ma powodu, by z KRUS robić chłopca do bicia. "To nie KRUS, tylko ZUS jest problemem - to do ZUS co roku rośnie dopłata z budżetu" - mówił. "Nieszczelność KRUS jest już mitem. Problemem jest to, że rolnicy niewiele zarabiający, posiadający do 10 ha, to 80 proc. wszystkich gospodarstw i im trzeba zapewnić ochronę" - podkreślił.

Plocke przypomniał, że udało się w tej kadencji podnieść składki na KRUS dla największych gospodarstw. "Trzeba na problem ubezpieczeń na wsi popatrzeć kompleksowo, trzeba odważnych, ale i rozważnych decyzji" - podkreślał. "Zmiana systemu wymaga analiz - teraz je kończymy, jesteśmy w stanie w ciągu kilku następnych miesięcy te analizy przedstawić" - zadeklarował, zaznaczając, że "nowy system musi być lepszy od obowiązującego".

Olejniczak przypominał, że o reformie KRUS mówi się od lat, a jego propozycje, gdy był ministrem rolnictwa, zostały odrzucone w Sejmie, m.in. głosami PO. "System trzeba połączyć z dochodowością gospodarstw i taki projekt czeka. Samo uszczelnianie KRUS nie wystarczy - trzeba iść dalej" - mówił. Podkreślił, że niepokoi go, iż po 2013 r. nie będzie rent strukturalnych i kolejna grupa niezamożnych rolników wejdzie pod opiekę KRUS.

Według Mojzesowicza, koalicja przez 4 lata mogła zrobić więcej. "Trzeba było zachęcić ludzi do reform, zwiększono składkę, ale nie zwiększono świadczeń" - powiedział. "Największe gospodarstwa już obecnie nie płacą KRUS, tylko ZUS, bo działają, jako firmy" - podkreślał. Poseł PJN dopuszcza opłacanie składek zdrowotnych przez najbogatszych rolników, ale jego zdaniem 80 proc. gospodarstw w Polsce, które płacą na KRUS, nie może już płacić więcej; można się natomiast zastanowić, czy dodatkowymi składkami nie obciążyć pozostałych.

Olejniczak uważa, że warto jak najszybciej po wyborach załatwić sprawę składek zdrowotnych dla rolników, by nie pozostali bez podstawowej opieki zdrowotnej. Plocke zgodził się z Olejniczakiem, że kwestia KRUS i ubezpieczenia zdrowotnego powinna być rozstrzygnięta w pierwszych dniach po wyborach, ewentualnie należy rozpocząć debatę publiczną.

Sawicki odpowiadał na pytanie dotyczące nowelizacji ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami skarbu państwa i obaw, że co prawda rolnicy będą mogli powiększyć gospodarstwa o niewielki areał, lecz rozbite zostaną większe gospodarstwa dzierżawiące ziemię od państwa. Podkreślił, że zmiana ustawy oznacza, że ziemia trafi w trybie pierwokupu do rolników, którzy od co najmniej pięciu lat mieszkają w gminie lub gminach sąsiednich.

Mojzesowicz przyznał, że ustawa co prawda chroni gospodarstwa, które dzierżawią ziemię, ale niektórzy rolnicy mogą nie być przygotowani finansowo do jej wykupu i w takim przypadku trafi ona na wolny rynek.

Wojciech Olejniczak uważa, że Wspólna Polityka Rolna jest potrzebna, bo potrzebne są pieniądze na rozwój. Zarzucił Sawickiemu, że nie zbudował koalicji w Brukseli, by polscy rolnicy po 2014 r. dostali dopłaty równe dopłatom w pozostałych krajach UE. Sawicki zauważył, że propozycja, która ma być przedstawiona przez KE, jest propozycją wstępną. Dodał, że jest koalicja, która poprze rozwiązania korzystne dla polskich rolników.

Minister zaznaczył, że przyszłość wspólnej polityki rolnej nie jest jeszcze przesądzona. "Do tej dyskusji zmontowałem silną grupę w Parlamencie Europejskim" - zaznaczył. Debata będzie otwarta, nie będzie układania stanowisk pod stołem - zapewnił Sawicki. "Moim celem jest uproszczenie wspólnej polityki rolnej, odejście od historycznych tytułów do płatności i wypracowanie nowych, obiektywnych, sprawiedliwych kryteriów podziału i przebudowanie polityki płatności za gotowość do produkcji - na politykę rozwojową i konkurencyjną" - mówił.

Według Mojzesowicza polskie rolnictwo musi w nowej perspektywie finansowej UE uzyskać takie same dotacje jak inne kraje - bo tylko w ten sposób będzie w stanie realnie konkurować na rynku wewnętrznym i poza Unią. Apelował o wzmacnianie potencjału produkcyjnego całej Unii, bo konkurencja nie powinna dotyczyć rynku wewnętrznego, tylko światowego.

Według niego w polityce krajowej trzeba zwiększyć dopłaty do paliwa rolniczego, urealnić ubezpieczenia rolnicze, żeby były potem respektowane. Zaznaczył, że podstawową sprawą jest też szkolnictwo na wsi. Zarzucił polskiej prezydencji, że "jest śpiąca" w kwestii dopłat bezpośrednich do rolnictwa w UE. Powiedział, że dokument z propozycjami KE zostanie ogłoszony dopiero po wyborach, "bo wstydzimy się za ten dokument".

Plocke chwalił Agencję Nieruchomości Rolnych, której udało się m.in. sprzedać ziemię za 7 mld zł. Zwiększyła się podaż gruntów, organizowanych jest więcej przetargów - nawet 500 dziennie w całym kraju, uproszczone zostały procedury, umożliwiono zakup do 5 ha bez zbędnej mitręgi. "Mamy paletę przetargów na ponad 200 tys. ha ziemi na 2011 rok i następny" - podkreślił.

W ocenie Olejniczaka zmiany na wsi powinny przebiegać bez wstrząsów. Podkreślił, że już przez ostatnie 10 lat w rolnictwie zaszła zmiana. Nastąpiła koncentracja produkcji, gospodarstwa są bardziej konkurencyjne, do czego przyczyniły się środki unijne z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich i dopłaty dla rolników. "Zmiany będą zachodziły. Przed wejściem do UE mieliśmy średnie gospodarstwa o wielkości ok. 7 ha, obecnie jest to już ponad 10 ha" - mówił.

Olejniczak pytał wiceministra Plocke, dlaczego w Polsce prowadzimy więcej kontroli w gospodarstwach i u rybaków, niż przewidują standardy unijne. Plocke zaprzeczył i podkreślił, że kontrole odbywają się zgodnie z prawem, od 2007 r. wypadają dobrze i nie ma nękania rolników czy rybaków.

Minister Sawicki przekonywał, że polska żywność jest wysokiej jakości i dobrze się eksportuje, czego dowodzi dodatni bilans handlowy - 10,5 mld zł, w 2010 r. a 2011 r. przeszło 12 mld zł.

Piątkowa debata była czwartym spotkaniem przedwyborczym w TVN24. Wcześniej dyskutowano o służbie zdrowia i polityce społecznej, polityce zagranicznej oraz infrastrukturze i rozwoju regionalnym. W żadnej z debat nie wzięli udziału reprezentanci PiS.