PRZEGLĄD PRASY: Ludowcom nie podoba się, że pieniędzy nie mogą zatrzymać wszyscy. Z ulgi nie mogą skorzystać ci rodzice, którzy nie płacą podatku dochodowego lub płacą go na innych zasadach, niż według stawek: 19, 30, 40 proc – pisze Katarzyna Borowska.

Chodzi więc o tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą opodatkowaną ryczałtem, kartą podatkową i liniową 19-proc. stawką PIT. To około milion drobnych przedsiębiorców, m.in. taksówkarze, fryzjerzy czy mechanicy. Z ulgi nie korzystają też rolnicy, czyli właściciele około 2 mln gospodarstw w Polsce. - To niesprawiedliwe -uważa poseł Marek Sawicki (PSL), kandydat na ministra rolnictwa. - Zakładając hipotetycznie, że marszałek Sejmu miałby kilkoro dzieci, mógłby dostać kilka tysięcy złotych. A dziecko rolnika - zero.

Dlatego posłowie PSL napisali projekt ustawy, która ma ten system zmienić. Zgodnie z nim ci rodzice, którzy nie płacą podatku dochodowego od osób fizycznych, mogą zwrócić się do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta o przyznanie dodatku 1145,08 zł na każde dziecko, czyli dokładnie tyle, ile mogą sobie odliczyć rodzice płacący podatek dochodowy. Pieniądze na te wypłaty mają pochodzić z budżetu państwa, więc urzędnik samorządowy nie mógłby odmówić wypłaty.

Żeby pomysł ludowców wszedł w życie, musi go oczywiście zaakceptować Platforma Obywatelska. Przedstawiciele obu partii już rozmawiali na ten temat. PO nie mówi jeszcze ostatecznie, czy poprze propozycję ludowców. Jednak posłowie PO zdają sobie sprawę, że wrześniowa ustawa nie jest sprawiedliwa dla wszystkich rodziców. Elżbieta Radziszewska, posłanka PO zajmująca się sprawami społecznymi, ogólnie przyznaje, że trzeba wyrównać szanse wszystkich rodzin. -Ustawa wprowadzająca ulgi na dzieci w podatku dochodowym była bardzo fragmentaryczna, o czym mówiłam w swoim wystąpieniu - mówi Radziszewska.

Jej zdaniem PSL i PO powinny wspólnie zastanowić się nad polityką prorodzinną. Problemem mogą być finanse. Wprowadzenie w życie pomysłu PSL będzie kosztować od 3,5 do 4 mld zł. Część tych pieniędzy można znaleźć, zabierając ulgę na dzieci najbogatszym. - Nie oszukujmy się, nie wszystkim te pieniądze są tak samo potrzebne. Jeśli ktoś zarabia kilkadziesiąt tysięcy złotych, to ten tysiąc rocznie to dla niego pieniądze na drobne wydatki. A dla biednych rodzin to poważna kwota - mówi poseł Sawicki.

Źródło: Głos Wielkopolski