PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Rolnicy nie mają kondycji

Rolnicy nie mają kondycji Ryszard Kałaczyński, fot. Facebook/366 Maratonów w 366 dni"

Autor: Tomasz Parzybut

Dodano: 24-06-2017 07:03

Tagi:

Ryszard Kałaczyński to rolnik, który stał się przykładem dla tysięcy Polaków. Za wzór stawiają go sobie szczególnie ci, którzy w pewnym momencie pogubili się w życiu. Do Witolina, małej wsi w województwie kujawsko-pomorskim, od niedawna nazywanej stolicą polskiego maratonu, przyjeżdżają rzesze jego naśladowców, by u boku swojego bohatera szukać siły i nadziei do dalszej walki ze swoimi słabościami.



O panu Ryszardzie usłyszała cała Polska, kiedy w spektakularny sposób ustanowił nowy rekord Guinnessa. Codziennie, przez 366 dni w roku, pokonywał dystans maratonu. Poniższa historia jest dowodem na to, że siła woli może zdziałać cuda i przy okazji z osoby, która wcale nie dążyła do rozgłosu, zrobić celebrytę.

"Farmer": Miło, że znalazł Pan dla nas czas. W końcu jest Pan, mówiąc dosłownie, zaganiany.

Ryszard Kałaczyński: Tak, to prawda. Właśnie wróciłem z sześciodniówki, uczestniczyłem w mistrzostwach świata na Węgrzech. Przebiegłem tam w sumie 578 kilometrów. Zająłem 3. miejsce w swojej kategorii wiekowej, a w klasyfikacji ogólnej byłem 32. Lepsi ode mnie byli tylko Francuz i Duńczyk.

"Farmer": Zastanawiam się, jak udaje się Panu łączyć sport z pracą na roli.

R.K.: Przyznam szczerze, że prowadzę hodowlę świń, ale już zanikającą. Problem w polskim rolnictwie jest taki, że wymagania w stosunku do rolników są ogromne, a opłacalność jest niewielka. Ostatnie lata szczególnie w trzodziarstwie to właśnie taka huśtawka cenowa. Prócz hodowli mam też niewielką produkcję roślinną. Mimo moich startów zdążyłem już posiać jęczmień, a nawet złożyć wniosek o płatności bezpośrednie. Jak już wspomniałem, uprawiam głównie jęczmień, bo tutaj na północnej stronie kujawsko-pomorskiego, jak to się mówi, są głównie "pioski i karoski".

"Farmer": Skąd wzięła się u Pana pasja biegania?

R.K.: Przez pewien czas, w latach 90., pracowałem za granicą. Tam każdy po pracy biegał, a u nas w Polsce jeszcze nie było na to mody. W sumie spodobało mi się to, ale powinienem raczej zacząć od tego, że miałem problemy z alkoholem. Starałem się czymś zająć, by nie myśleć i nie mieć czasu na picie. Tak się zaczęło, ale przeszedłem z tym piciem i bieganiem sporo w życiu. Bo jak już później jeździłem na biegi, to tłumaczyłem sobie, że nagrodą za pokonanie trasy jest napicie się. Alkohol bardzo długo mi towarzyszył. Teraz sobie z nim radzę.

"Farmer": Całkiem nieźle. Stał się pan przykładem dla wielu osób, które walczą z nałogiem, a w księgarniach właśnie pojawiła się pańska książka.

R.K.: Propozycja napisania o sobie książki przyszła nagle i całkiem niespodziewanie. Samo przygotowanie nie było wcale długie, trwało od czerwca do grudnia. Akurat wczoraj miałem spotkanie autorskie w Sępólnie Krajeńskim. Czytelnicy przyszli, a po spotkaniu podpisywałem książki. Przyznam szczerze, że nie jestem przyzwyczajony do rozdawania autografów.

"Farmer": A jakie pytania zazwyczaj padają na spotkaniach autorskich?

R.K: Choćby o to, jak do tego doszło, że powstała ta książka. Czytelnicy wypytują o moją przeszłość, przeżycia, związki z rolnictwem. Jednak zazwyczaj najbardziej interesuje ich, jak to się stało, że pobiłem rekord Guinnessa.

"Farmer": Mnie z kolei interesuje, jaką kondycję mają rolnicy. Są dobrymi lekkoatletami?

R.K.: Wiadomo, że rolnicy za bardzo kondycji nie mają, jakaś tam jest, ale bardziej teoretyczna.

Oczywiście, zgadzam się, że codziennie chodzą do chlewa, tam mają obowiązki, później jeszcze idą i pracują w polu. Na wsi zawsze jest sporo pracy. Oni się w życiu sporo nachodzą, ale to jednak co innego niż biegi.

"Farmer": To jak wygląda grupa, która z panem ćwiczy. Stanowią ją rolnicy?

R.K.: Rolników wielu nie ma. Zazwyczaj trudno jest ich namówić, ale i oni się zdarzają. Biegają ze mną ludzie z przeróżnych grup zawodowych. Przyjeżdżają na treningi z całej Polski, zdarzają się i lekarze, weterynarze czy prawnicy.

"Farmer": Zapomniał Pan dodać, że w Witolinie na treningi zbiera się spora grupa kobiet, które chcą Pana naśladować.

R.K.: Tak, to prawda, to w ogóle ciekawy temat. Na samym początku ćwiczą, bo chcą zgubić kilogramy albo zadbać o kondycję. Później ambitnie zakładają sobie, że przebiegną 10 kilometrów i tak dalej, aż w końcu pokonują maraton i tak zaczyna się ich miłość do biegów.

"Farmer": Pan stał się znany, kiedy pobił Pan rekord Guinnessa, pokonując każdego dnia w roku maraton. Bicie rekordów chyba wciąga. Jakie ma Pan obecnie cele?

R.K.: Oj, jest pewien, bardzo ambitny. Na treningi przyjeżdżali do mnie również triathloniści. Twierdzili, że maraton to pestka. Prawdziwe wyzwanie to udział w zawodach Iron Men. To sport złożony z aż trzech konkurencji: pływania (3,86 km), jazdy rowerem (180,2 km) i maratonu. To jest dopiero wyzwanie. Na pewno się tego podejmę, ale najpierw muszę się odpowiednio do tego przygotować.

"Farmer": Jak wyglądają przygotowania do takich zawodów?

R.K.: Na razie ćwiczę dwie dyscypliny, jazdę na rowerze i oczywiście bieg. Kondycyjnie jestem mocny. To jednak nie wystarczy. Ważne jest też przygotowanie organizacyjne. Szukam sponsorów. Może za pośrednictwem "Farmera" ktoś zgłosi się do mnie? Na razie wspomógł mnie Herbapol, sponsorując kupno roweru. Jednak potrzebny jest mi jeszcze jeden, dodatkowo ubranie piankowe, buty, ubrania.

Muszę mieć też sztab ludzi - m.in. dwóch sędziów, porządnie to zgłosić, żeby nikt mi tego potem nie kwestionował. W sumie, jak to zliczyłem, to minimalny koszt wyszedł mi 30 tys., maksymalnie 50 tys. zł. Poza tym, jeśli zdecydowałbym się na bicie rekordu Guinnessa, to musiałbym kogoś zatrudnić w gospodarstwie.

"Farmer": Myśleliśmy, że chciał się Pan tylko raz sprawdzić na takim dystansie…

R.K.: Nie, chcę ustanowić nowy rekord Guinnessa. Dotychczasowy rekordzista - Amerykanin codziennie przez 51 dni pokonywał trasę wyścigu. Chciałbym poprawić ten wynik i pokonać ten dystans 100 razy dzień po dniu. To nie jest łatwy wyczyn, tym bardziej że 3 dyscypliny zajmują w sumie 15 godzin. Pozostaje tylko czas na sen i regenerację.

"Farmer": Z całym szacunkiem, ale ma Pan już 57 lat. Widziałem relacje z wyścigów Iron Men, na których młodzi ludzie mdleli ze zmęczenia. A my tu mówimy o codziennym pokonywaniu tego morderczego dystansu. Czy to nie zbyt ambitny cel?

R.K.: Nie mogę się zgodzić. O pokonaniu takiej trasy wcale nie decyduje wyłącznie siła. Tutaj akurat nie liczą się wyłącznie mięśnie. Najważniejsze to mieć przygotowany umysł, który będzie walczył ze zmęczeniem i łamaniem pewnych barier. Siła umysłu to podstawa. A wracając do mojego wieku, to gdybym miał postępować tak, jak mówią mi lekarze... Oni mają zupełnie inny sposób myślenia. Ile ja razy słyszałem, że dwa maratony w roku to optymalne obciążenie dla organizmu.

"Farmer": To nie jedyne wyzwanie, które na Pana czeka. Mówię tu o Spartathlonie, morderczym biegu z Aten do Sparty (246 kilometrów), którego nigdy Pan nie skończył.

R.K.: To prawda, ale na pewno go ukończę. To nie jest typowy, zwyczajny bieg. Aby w ogóle w nim wziąć udział, muszę przejść kwalifikacje. Raz na 110. kilometrze, prawie w połowie, dopadły mnie torsje, upał był niemiłosierny. Kolejnym razem, gdy już było blisko do celu i miałem za sobą 195 kilometrów, wiatr zgiął mnie wpół. Zmęczenie było ogromne. Mimo tych nieudanych prób wierzę, że i ten cel uda mi się kiedyś osiągnąć.

Wywiad ukazał się w czerwcowym wydaniu miesięcznika "Farmer"

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (8)

  • Rutyniarz 2017-06-25 14:05:10
    3 krówki w sobotnie popołudnie że swagrem. To trzeba mieć kondycję.
  • Darko 2017-06-25 00:13:00
    @miasto nie martw się o kondycję. Ja robię w moim gospodarstwie tylko 2 miesiace a resztę uprawiam sport. A kto bogatemu zabroni? Niech Ci dalej ból d.... Sciska co:-)
  • Darko 2017-06-25 00:10:33
    @rolnik6666 weź otwórz te oborę i ją wywietrz i ogarnij pająki. Gwarantuję że już nie będzie tak gorąco i się tak kurzyło. Głowa do góry kolego.
  • Tio 2017-06-24 21:49:17
    Juz tak na swiecie jest ze ktos na kogos musi robic z pozytkiem dla kondycji!!
  • Miasto 2017-06-24 18:19:32
    Nie mają kondycji bo robią 3 miesiące w roku w resztę śpią do poludnia
  • rolnik6666 2017-06-24 15:12:03
    ciekawe kto wytrzyma w temperaturze 50 stopni robote po 12 godzin dziennie w totalnym kurzu jak nie rolnik .
  • nika 2017-06-24 15:11:04
    to chyba nie pierwsza pomyłka w tym portalu ;)
  • leon12 2017-06-24 08:51:23
    Pan Ryszard mieszka w Wituni nie w witolinie panie redaktorku
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.224.108.85
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!