Mimo wcześniejszych zapowiedzi, że pozostaną na noc ze środy na czwartek, w środę po południu rolnicy opuścili urząd - poinformowała rzeczniczka wojewody podlaskiego Joanna Gaweł.

W ciągu dnia w holu urzędu zebrało się ok. 20-30 rolników. Mówili oni, że zaoferowane im przez rząd rekompensaty za zniszczone przez dziki uprawy "to żadna pomoc" i domagali się innych rozwiązań.

"Chcemy adekwatnych odszkodowań albo np. nisko oprocentowanego kredytu, żebyśmy mogli przeżyć najbliższe lata. Czekamy na konkrety" - powiedział PAP jeden z protestujących, Paweł Rogucki.

Po południu w holu urzędu została rozlana cuchnąca substancja, prawdopodobnie gnojowica, którą ktoś przyniósł w butelce schowanej w foliowej torbie. Jak poinformował Bartosz Kajewski z podlaskiej policji, policjanci zatrzymali w związku z tą sprawą mężczyznę, który został przewieziony na przesłuchanie na komisariat. Policja na miejscu zdarzenia nie dopuściła do wylania całej zawartości butelki. Urząd wojewódzki złożył do policji oficjalne zawiadomienie o zniszczeniu mienia - substancja została wylana na dywan, straty oszacowano na 600 zł.

Wojewoda podlaski przyznał, że proponowana rolnikom pomoc jest za mała i wnioskuje do premier Ewy Kopacz o szukanie innych rozwiązań - poinformowała PAP rzeczniczka wojewody podlaskiego Joanna Gaweł.

Po spotkaniu w środę w Warszawie wojewody podlaskiego z wiceministrem rolnictwa Tadeuszem Nalewajkiem oraz głównym konserwatorem przyrody Piotrem Otawskim do urzędu wojewódzkiego przyszły wstępne informacje o tym, że rolnicy mają dostać preferencyjne kredyty obrotowe w formule de minimis, ale żadne szczegóły nie są jeszcze znane - poinformowała Gaweł.

28 listopada mija termin, do kiedy podlascy rolnicy, którym dziki zniszczyły uprawy, mogą składać wnioski o rekompensaty do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Dotyczy to grupy 1 tys. 284 osób, którym straty w uprawach oceniały specjalne komisje powołane po protestach rolników we wrześniu przed urzędem wojewódzkim w Białymstoku. Domagali się realnych odszkodowań za zniszczone pola i skuteczniejszego odstrzału dzików. Na dziki nie można było bowiem polować w związku z obostrzeniami związanymi z wystąpieniem w regionie wirusa ASF - afrykańskiego pomoru świń. Rolnicy domagali się też powołania niezależnych komisji ds. oceny skali szkód. Takie komisje zostały powołane.