Dla rolników sprawy przybrały zły obrót jeszcze za nim zaczęto mówić o kryzysie finansowym. – Mówiąc o kryzysie w rolnictwie, można powiedzieć, że zaczął się dużo wcześniej – mówi Jacek Wlazeł, kierownik 800-hektarowego gospodarstwa koło Tomaszowa Mazowieckiego. - Generalnie rzecz biorąc, żyjemy z mleka. Cena mleka „zabójczo” spadła. Co do kryzysu światowego, na razie trudno to odnieść, choć w dłuższym czasie pewnie też go odczujemy.

Dzisiaj w gospodarstwie koszty wyprodukowania jednego litra mleka równoważą się z ceną uzyskiwaną za litr. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że pasza jest własnej produkcji. – Trzeba to przetrzymać, nawet jak się trochę dołoży. Kiszonki są zrobione, koszty zostały poniesione wcześniej, więc pół roku może przetrzymamy – dodaje z nadzieją Wlazeł.

Trudna sytuacja w rolnictwie odbija się również w handlu maszynami. Oprócz niskich cen płodów rolnych, Aleksandra Grlalik, prezes zarządu Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych, wymienia jeszcze kilka innych czynników mających wpływ na obecną sytuację. – PROW jeszcze nie działa, sytuacja kredytowa jest taka sobie. W związku z tym koniunktura w firmach jest zróżnicowana. Na przykład te firmy, które przygotowały krótkotrwałe „superpromocje” i mają atrakcyjne ceny – u nich biznes jakoś się kręci. Ci którzy prowadzą normalną sprzedaż tak jak co roku – u nich widać spory spadek zainteresowania. Generalnie zawsze w styczniu i w lutym sprzedaż była mniejsza, więc trudno powiedzieć coś o poziomie zamówień. Możemy jednak porównać listopad i grudzień ubiegłego roku do tych samych miesięcy w 2007 r. Tu już można powiedzieć o dużym spadku sprzedaży, szacowanym na 10 – 30 proc.

Zdaniem pani prezes, wiele firm zakończyło rok z dużymi zapasami magazynowymi, gdzie sprzęt był sprowadzany jeszcze za tańsze euro, dlatego ceny maszyn pozostają na podobnym poziomie.

Źródło: farmer.pl