Jak poinformował posłów z sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi wiceminister  rolnictwa Tadeusz Nalewajk, kształci się w nich 12 tys. 300 uczniów w 25 zawodach.

- Jesteśmy zobligowani funkcjonować także po to, aby rolnicy mogli być  beneficjentami  (programów unijnych) i uzyskać potrzebne wykształcenie – mówił wiceminister.

Jak zapewnił, szkoły te są bez problemów finansowych (z wyjątkiem jednej), mają środki na wydatki majątkowe i dokończenie inwestycji, a także na realizację projektów regionalnych.

Zdaniem posła Romualda Ajchlera, trzeba zabiegać o ochronę szkół rolniczych, nie oszczędzać na edukacji  - poseł zaapelował, aby MRiRW chętniej przejmowało szkoły zagrożone likwidacją: chęć pozyskania ziemi posiadanej przez szkoły rolnicze jest dla samorządów często główną przyczyną zamykania wielu szkół.

Posłowie mówili też o skumulowaniu szkół rolniczych w jednym miejscu i nie zachowaniu ich odpowiedniej sieci.

Zmiany zachodzące w rolnictwie wymagają kształcenia, a szkolenie to jest za drogie, aby w każdym starostwie utrzymywać taką szkołę. Stąd potrzeba projektu ujmującego całościowo zagadnienie kształcenia rolniczego.

- Parlament popełnił błąd, rząd popełnił błąd, że szkoły rolnicze przekazano pod nadzór MEN-u , a następnie sprowadzono do poziomu powiatu – mówił poseł Stanisław Kalemba. – To był błąd, należałoby się do tego przyznać i wrócić do pewnych innych rozwiązań.

Zdaniem posła, nadzór nad tymi szkołami powinien być na poziomie wojewódzkim.

Posłowie pytali też o to, czy jest prawdą, że w nowym okresie budżetowym, beneficjent programów unijnych będzie musiał mieć wykształcenie rolnicze w wąskim rozumieniu tego słowa, bez uwzględnienia zawodów pokrewnych.

Posłowie nie zdecydowali się przyjąć dezyderatu w sprawie oświaty.

Podobał się artykuł? Podziel się!