Dzisiaj, po odczytaniu aktu oskarżenia, sąd utajnił proces.

Według prokuratury do napadów dochodziło od maja 2010 roku do lipca ub. roku. W tym czasie oskarżony napadł na 17 niewielkich placówek należących do sześciu banków. Początkowo mężczyzna działał w Łodzi, ale później także w Pabianicach, Częstochowie, Katowicach, Sosnowcu, Sieradzu, Włocławku i Końskich.

Podczas napadów 38-latek zazwyczaj ubrany był w ciemną kurtkę, czapkę z daszkiem i masywne okulary. Przed każdym napadem Kazimierz B. długo obserwował placówkę. Wybierał małe oddziały, z których łatwo było uciec; napadów dokonywał zazwyczaj tuż przed zamknięciem banków, kiedy nie było w nich klientów.

Nawiązywał rozmowę z pracownikami banku i udawał, że chce przeprowadzić jakąś operację bankową. W pewnym momencie wyciągał broń i żądał wydania pieniędzy, grożąc jej użyciem.

Mężczyznę udało się zatrzymać m.in. dzięki zeznaniom świadków i zapisom bankowego monitoringu. Został zatrzymany w lipcu ub. roku w Ostrowie Wielkopolskim, kiedy rozpoznawał kolejną placówkę bankową. Okazało się, że wrócił wówczas z wczasów w Egipcie, na które wyjechał tuż po napadzie na Śląsku.

W jego samochodzie oraz w miejscu zamieszkania policja znalazła m.in. pistolet typu Walther, magazynek z 6 sztukami ostrej amunicji, różne kurtki, czapki i okulary, które zakładał przed napadami, a także kartkę z adresami banków w Ostrowie Wlkp.

W śledztwie oskarżony przyznał się do winy. Wyjaśnił, że broń kupił w 2010 roku, a do napadów zmusiła go pogarszająca się sytuacja finansowa. Mężczyzna był zadłużony m.in. w bankach i postanowił zdobyć pieniądze, napadając na placówki bankowe.

Obok rozbojów z użyciem broni palnej prokuratura zarzuciła mu też nielegalne posiadanie broni i amunicji.

Kazimierz B. dotąd nie był karany. Ma wykształcenie wyższe, a do czasu aresztowania prowadził własne gospodarstwo rolne w powiecie łódzkim-wschodnim.