Na granicy Bydgoszczy rolnicy natknęli się na znaki zakazu wjazdu ciągników, które zostały niedawno ustawione. Protestujący w tej sytuacji zostawili około 50 traktorów na pobliskim parkingu. Następnie ponad 100 rolników samochodami dotarło do Urzędu Wojewódzkiego. Wszyscy w sali konferencyjnej spotkali się z wojewodą kujawsko-pomorskim Ewą Mes, która wcześniej podtrzymała decyzję prezydenta miasta o zakazie wjazdu ciągników.

Lider protestu Marian Zubik z Samoobrony jako główne problemy wymagające szybkiego rozwiązania wymienił sytuację na rynku trzody chlewnej i kary za przekroczenia kwot mlecznych, a także podjęcie działań zapobiegających rozprzestrzenianiu się pomoru świń.

- Rozmowy z ministerstwem rolnictwa prowadziliśmy 1,5 roku. Nieprawdą jest, że oczekujemy pieniędzy. Prawdą jest, że chcemy, aby instytucje, które działają na rzecz rolnictwa, działały sprawnie (...) Jest nas niewielu, bo spora grupa rolników opuściła ręce. Oni już w nic nie wierzą. To nie jest problem nas mieszkańców wsi, to jest problem społeczny - mówił uczestniczący w proteście minister rolnictwa w rządzie PiS Wojciech Mojzesowicz.

Po długiej dyskusji o problemach rolnictwa, wojewoda Mes zadeklarowała pilotowanie rozmów na temat lokalnych przetwórni mięsa i koniecznych zmian w łowiectwie dotyczących m.in. odstrzału dzików i odszkodowań za szkody na polach uprawnych. Problemami mają zająć się zespoły powołane przez wojewodę i protestujących.

Rolnicy spędzili w urzędzie wojewódzkim prawie pięć godzin. Wśród uczestników protestu pojawiały się postulaty okupacji sali, ale nie zdecydowano się na to.

Protestujący rolnicy, którzy nie dostali zgody na wjazd do Grudziądza, zatrzymali się z 42 ciągnikami blisko granicy miasta we wsi Kłódka na drodze krajowej nr 16.

Droga krajowa nr 16 na trasie od Kłódki do Rogóźna była przez kilka godzin całkowicie nieprzejezdna. "Co prawda ciągniki zajmowały jeden pas ruchu, ale w pobliżu maszyn znajdowało się blisko 70 osób, dlatego ze względów bezpieczeństwa wyznaczyliśmy objazd" - powiedział PAP podinsp. Wojciech Ziółkowski z Komendy Miejskiej Policji w Grudziądzu.

Grupa protestujących z organizatorem protestu, działaczem Samoobrony Markiem Duszyńskim na czele udała się do prezydenta Grudziądza Roberta Malinowskiego, którego jednak nie było na miejscu. "Rozmawialiśmy z sekretarzem rady miasta. Przekazaliśmy mu petycję o umożliwienie wjazdu do Grudziądza" - poinformował Marek Duszyński.

Lider protestu podkreślił, że rolnicy byli nastawieni pokojowo, nie chcieli niczego utrudniać w mieście. Zaznaczył, że zgłoszenie dotyczące przejazdu przez Grudziądz wysłali prezydentowi Malinowskiemu w ubiegły wtorek, a odmowę dostali w piątek wieczorem, więc nawet nie mieli jak się odwołać. Dodał, że - jeśli warszawskie rozmowy zakończą się fiaskiem, rolnicy wrócą pod Grudziądz i zablokują wszystkie wjazdy do miasta.

Podobał się artykuł? Podziel się!