PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Rowy oddzielne, problem wspólny

Rowy oddzielne, problem wspólny

Autor: Marzena Pokora-Kalinowska

Dodano: 06-09-2014 08:02

Świniary toną - alarmują mieszkańcy. - Jest to tragedia, my sobie zdajemy sprawę, ale nie wszystkiemu jest winna gmina - odpowiada wójt.



I nie tylko winnego trudno znaleźć w Świniarach, nie ma nawet właścicieli niedrożnych, nieoczyszczanych przez lata rowów.

Gmina Łoniów leży w powiecie sandomierskim, tuż przy granicy woj. świętokrzyskiego i podkarpackiego. Blisko stąd do Wisły - ok. 1,5 km. Ale to nie ona jest głównym powodem kłopotów. Tym razem zawinił deszcz. W końcu maja popadało solidnie. Położona na zboczu miejscowość Świniary została zalana - woda nie wsiąkała w ilaste, nieprzepuszczalne podłoże. Z wyżej położonych terenów wodę pompowano, aby szybciej spływała - problem w tym jednak, że nieoczyszczone rowy nie przepuszczały jej niżej, a i docelowego miejsca odpływu nie było. Wylały szamba. Sytuacja taka trwała kilka dni, aż udało się przekopać odpływ do jeziorka utworzonego na terenie byłej kopalni piasku. I dopiero wtedy wszystko spłynęło, docelowo - do Wisły. Ale pozostało zagrożenie. Bo problem w tym, że tereny te to obszary pokopalniane: człowiek zaznaczył tu swoją ingerencję w przyrodę, wydobywając siarkę w niedalekim Piasecznie i piasek w Świniarach.

WÓJT KOPACZ

- Gdzie indziej ludziom woda jeszcze stoi, i do domów są przesiąki, nie jest tak, że w Świniarach jest najgorzej - mówi Szymon Kołacz, wójt gminy Łoniów. - Ciągle przepompowujemy wodę. Zaniedbania przez 30 lat - i co można zrobić. Ale tak naprawdę to ludzie wiedzą: jak kopalnia tam funkcjonowała, to ludzie wykorzystywali ziemię ze skrywek i zasypywali rowy, wyrównywali sobie, sadzili sady. A teraz?...

Intensywne odwadnianie wyrobiska na długi czas zapewniło mieszkańcom spokój, a nawet kłopoty natury przeciwnej: wody brakowało.

- Ale ci z kopalni wtedy mówili, że woda wróci - wspomina Helena Bisztyga, której część ojcowizny przejęła kopalnia. - Prosili, żeby nie zasypywać melioracji, bo będzie kłopot, jak kopalnia przestanie działać.

I kłopot jest. W tym roku szczególny.

- Jak ja tu jestem na terenie gminy Łoniów, to takich opadów nie pamiętam. Bardziej Wisła dokuczała, te opady teraz to było więcej niż oberwanie chmury - narzeka wójt. I zaraz dodaje, że zrobił, co mógł, a nawet więcej: - Przecież tam tyle pomp pracowało, że nie wiem, jaki rów by sobie z tym poradził. Interwencyjnie podczas opadów było kopane w prywatnym gruncie. Jest to tragedia, my sobie zdajemy sprawę, ale nie jest tak, że za wszystko jest winna gmina. Była u nas pani wojewoda, myśmy zaprosili, żeby to zobaczyła. I nazwała mnie wójt kopacz - tyle rowów wykopałem przez te cztery czy pięć dni, żeby ratować.

Tylko czy kopanie rowów wtedy, kiedy już miejscowość jest zalana, nie jest działaniem spóźnionym?

Wójt przekonuje, że w trybie interwencyjnym może cokolwiek robić, natomiast poza klęską jest nieuprawniony do czegokolwiek. Takie są przepisy. Wszystko w tym zakresie podlega spółce wodnej.

- Na górze jak były pompy ustawiane, był pomysł, aby ustawić większą, ale się nie zgodziłem, bo wiedziałem, że dołem nie spłynie - opowiada wójt.

I nie spłynęła.

CZYJ JEST TEN RÓW?

- I co z tego, że oczyściłem rów wzdłuż mojej posesji, skoro dalej jest on zarośnięty - mówi Jan Kopeć, mieszkający niżej. Jak przekonują mieszkańcy, to "dalej", to już rów leżący na terenie pokopalnianej własności gminy. Ale wójt nic nie wie o konieczności oczyszczania tego rowu i twierdzi, że rów nie jest własnością gminy.

Podobnie wątpliwa wydaje się wójtowi konieczność oczyszczenia rowu biegnącego nieco wyżej, za domem pani Bisztygi i pana Ciacha. Chociaż tym razem wójt przyznaje, że ten rów biegnie na terenie gminnym, to jego zdaniem nie wymaga oczyszczenia, bo jest dość głęboki. A że wylał? Cóż, padało.

Z kolei trzeci rów biegnie wzdłuż drogi wojewódzkiej - ten powinien być zatem oczyszczany przez Zarząd Dróg Wojewódzkich. Ale tu stanęła znów na przeszkodzie budowa kanalizacji:

- Rów nie jest oczyszczany, bo będzie w nim budowana kanalizacja. W 2010 r., pod koniec ubiegłej kadencji, w porozumieniu z Zarządem Dróg Wojewódzkich, opracowaliśmy projekt, który kosztował nas 100 tys. Cały projekt przekazaliśmy do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Kielcach. Bo droga nie nasza, ale mieszkańcy nasi - tłumaczy wójt. - Ale teraz mamy problem. Trwa budowa kanalizacji, która miała być już w ubiegłym roku ukończona i ZDW przystąpiłby do realizacji projektu i remontu dróg. Bo trzeba najpierw przygotować kanalizację, a dopiero potem budować drogę. Ale mieszkańcy najpierw wyrazili zgodę na budowę kanalizacji, a potem, jak przyszło co do czego, to jeden wyraża zgodę na wejście na swój teren, a drugi nie. I budowa kanalizacji przeciąga się, potrwa jeszcze ze dwa lata. A wchodząc w pas drogi, gmina płaci haracz, oczywiście będą to płacić mieszkańcy, bo to będzie w cenie metra sześciennego. 14 tys. zapłaciliśmy tylko za wejście w pas drogi podległej ZDW.

Jak z trudem przypomina sobie wójt, ten rów był oczyszczany dwa, może trzy lata temu. I teraz też będzie, jak będzie zrobiona przebudowa drogi, z chodnikami, aż do wiaduktu. Tylko najpierw trzeba zakończyć budowę kanalizacji.

A co mają zrobić ludzie, którym już teraz zalewa domy?

FOSA JEDYNYM RATUNKIEM

- Każda woda to 30 cm zamulenia u mnie - opowiada Tomasz Ciach, który ma nieszczęście mieszkać najniżej, tuż koło wiaduktu kolejowego. - Ładuję piasek z całej wsi na taczki i wywożę. I tak dwa razy do roku. Wójt twierdzi, że to nie jego, bo to rów w pasie drogowym. No dobrze, ale tam dalej już nie jest to w pasie drogowym. To czyje to jest? A dalej do rzeki jest jeszcze ok. półtora kilometra.

Jak mówi Tomasz Ciach, koleje zapewniają, że są gotowe przekopać należący do nich odcinek rowu. - 21 m z każdej strony - tylko co to da, jak zrobią nieckę? - pyta. - Miałem kotłownię zalaną. Teraz podwyższę płyty betonowe, które położyłem koło swojego płotu - i niech woda idzie drogą. Nie będę tego rowu więcej oczyszczał. Tu jest najniżej. Pobocza są wyższe od jezdni, tu drogą płynie rzeka.

Czy wybudowanie fosy to jedyny sposób na uchronienie swojej posesji przed zalaniem?

- U pana Ciacha tak jest co roku, ponieważ pan Ciach pobudował się na samym dole - zauważa Andrzej Swajda, sekretarz gminy. - Tam woda spowalnia i osadza się piasek, który woda niesie. Woda płynie do przepustu pod torami. Problem tam jest i będzie, ja nie wiem, czy tam da się wybudować głębszy rów, bo podejrzewam, że jest to ograniczenie głębokością rowu pod torami. A zawsze tam, gdzie jest spowolnienie nurtu, woda się rozlewa.

- A że rowu nie ma tam już w ogóle?

- Rowu nie ma, bo była ulewa, piasek spłynął po ulewie - tłumaczy prawa natury sekretarz. I nic nie wie o tym, że koleje chcą swoje 21 m udrożnić - tylko musiałyby spotkać się z taką samą decyzją gminy. Bo - jak zapewniają mieszkańcy - ten teren na dole to już własność gminy. Ale gmina zaprzecza, jakoby była właścicielem tej działki…

DZIESIĘCIOLECIA ZANIEDBAŃ

Mieszkańcy z oburzeniem opowiadają, że są winieni za brak aktywności w spółce wodnej. Pokazują pismo z 1987 r., w którym ówczesny naczelnik zwracał się do Rejonowego Związku Spółek Wodnych w Sandomierzu o przegląd rowów na ich terenie, wskazując, że "szereg rowów nie istnieje", a mieszkańcy nie chcą przyjmować nakazów płatniczych, co jest problemem - opłaty melioracyjne z Łoniowa i sąsiedniej Bogorii to 30 proc. wpływów do gminnej spółki wodnej. Zdekapitalizowanych urządzeń nie przywrócono do stanu używalności - za co mamy płacić składkę, teraz na spółkę wodną? - pytają.

Ale wójt widzi sprawę inaczej.

- Spółka jest zrzeszeniem właścicieli gruntów, na których znajdują się rowy - tłumaczy. - Ale jak ludzie nie płacą?... Myśmy chyba jako jedyna gmina w powiecie sandomierskim dwa razy dostali już dotację od wojewody na pogłębianie rowów, tylko oczywiście wojewoda cały czas powtarza, że "20 proc. udziału przynajmniej". To było raz 20, drugi raz 15 tys. - ale jako dodatek do wkładu ludzi. I w kilku wsiach rowy zostały oczyszczone. Co walne zgromadzenie uchwali, to spółka robi. Ile mieli środków, tyle zrobili. Jak chcieliśmy spółki reaktywować, to były dwa razy zebrania, i nie było kworum, chodziliśmy po domach, żeby ludzie podpisali - nie było zainteresowania. Bo po co to komu potrzebne?

- Wygodniej jest krzyczeć, mieć pretensje - najlepiej to do wójta, bo jest pierwszy z brzegu - dodaje sekretarz. - A to są tak naprawdę zaniedbania 30-letnie. I nie tylko u nas, w całej Polsce to jest prawdopodobnie, skoro się to próbuje załatwić ustawą.

POTRZEBNA ZMIANA USTAWY?

W Łoniowie dużo sobie obiecują po zmianie ustawy prawo wodne. Podobno ma być przyjęta do końca roku.

- Podstawowy zarzut do tej ustawy: wójt będzie odpowiedzialny za meliorację szczegółową, a nie ma prawa własności do tych gruntów. Większość rowów nie jest wydzielona jako działki ewidencyjne, tylko są własnością prywatną - ocenia wójt Łoniowa. - Być może będzie łatwiej o decyzje dyscyplinujące, być może ktoś obawia się, że straci popularność, ale ja jestem za tym.

Bo teraz - jak twierdzi wójt - żadnego wpływu dyscyplinującego na kogokolwiek mieć nie może. A tym samym - na bieżącą konserwację lub jej brak.

Ale z tego, co mówią mieszkańcy wynika, że wójt będzie musiał dyscyplinować sam siebie. Bo jak na razie skutecznie zdyscyplinował go jeden z mieszkańców.

- Złożyłem wniosek o stwierdzenie naruszenia stanu wody na gruncie na podstawie art. 29 prawa wodnego. Wójt był stroną, to jego rów, chciałem więc, aby wyznaczył kogoś innego do rozpatrzenia sprawy. Wójt umorzył postępowanie, ale SKO uchyliło tę decyzję, bo stwierdziło, że wójt jest stroną - opowiada radny gminy Adam Pięda. - I udowodniłem mu, że jest właścicielem działki, przez którą biegnie rów, który wtedy wylał.

- Droga powiatowa, a działka ma być gminna? - oburza się wójt. - Będę się o to sądził ze starostwem.

Adam Pięda wystąpił o odszkodowanie za zalanie podczas wymiany przepustów: - Biegły potwierdził, że są naruszone stosunki wodne. A oni mówią, że stosunki wodne poprawiają.

Postępowanie trwa już dwa lata.

Jak dodaje radny, starosta na mocy art. 77 ust. 2 prawa wodnego może nakładać zakres i termin wykonania prac bieżącego utrzymania, a na mocy art. 64 b można nakazać wykonanie prac - ale wówczas traci się poparcie, dlatego nikt tego nie robi. Jeśli rów jest tylko na fragmencie oczyszczony, to starosta powinien wydać decyzję nakazującą oczyszczenie rowu dalej. Wójt mógłby o to zabiegać u starosty.

- Wójt mówi, że wody gruntowe go nie obchodzą - dodaje inna mieszkanka Świniar. - Jak popadało i woda stała na drodze dzwoniłam do sołtysa. Woda stoi jeszcze u nas w łące, w piwnicy, iły nie puszczają. Jak sąsiad zasypuje doły naturalne i mąż interweniował, to wójt powiedział, że nie wolno mu tego robić w trybie art. 29 prawa wodnego. Wtedy sąsiad się dowiedział, że myśmy to zgłosili i jesteśmy wrogami.

W rozmowie ze mną wójt przekonuje jednak, że nie ma żadnego wpływu na właścicieli rowów.

- Pierwsze słyszę, że można karać - twierdzi. Dopiero po dłuższej rozmowie przyznaje:

- Będę rozmawiał z Zarządem Dróg Wojewódzkich, żeby jednak te rowy oczyścili, zanim jeszcze będzie remont drogi.

- Czyli jednak coś pan może. Może pan rozmawiać - mówię.

- Będę rozmawiał, zawsze z nimi rozmawiam. Zobaczy pani wtedy, co będzie mówione: że są wybory, to rowy kopią. Ale dobra, nieważne, ważniejsze, żeby jednak te rowy zostały udrożnione - stwierdza.

ODDAĆ KŁOPOT?

Skoro ziemia pokopalniana jest dla wójta takim kłopotem, to może rozważa możliwość pozbycia się jej w jakiś sposób?

- Tam jest moje 2 ha - mówi Helena Bisztyga. - Nie dostałam za nie odszkodowania. Mam pismo podpisane przez byłego dyrektora kopalni, że gwarantowano mi pierwszeństwo odkupu względnie zwrotu po zakończeniu działalności kopalni.

Ale wójt twierdzi, że z pismem tym Helena Bisztyga powinna iść do kopalni. Ziemia została aktem darowizny przekazana gminie przez starostwo - po rekultywacji. I teraz nie można jej ani sprzedać, ani podarować. - Na pewno nie oddam jej darowizną, bo nie mam podstaw prawnych - rozważa wójt. - To musi być zgodnie z prawem zrobione. Jeżeli taka uchwała rady gminy byłaby, i tak prawdopodobnie nadzór wojewody nie pozwoliłby… Prawdopodobnie musielibyśmy mieć zgodę darczyńcy… - zastanawia się, choć sprawę zna od lat.

A Helena Bisztyga dziwi się: jak mówi, innym wywłaszczonym byłym właścicielom wójt oddał ziemię.

Obawia się też, że rekultywację przeprowadzono nieprawidłowo i za kilkanaście lat cała skarpa nad wyrobiskiem osunie się. Podobno ostrzegali przed tym eksperci, ale dziś nikt nie chce badać zagrożenia.

Czy wójt potrzebuje trzeciej kadencji, żeby powyjaśniać te problemy?

Pojedziemy jeszcze do Świniar, żeby zobaczyć, jak żyje się ich mieszkańcom.

Tekst ukazał się w numerze 8 "Farmera" -  sierpień 2014.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)

BRAK KOMENTARZY

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.156.76.187
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!