W rozmowie między byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Ł. i szefem kółek rolniczych Władysławem Serafinem pojawia się wątek dotyczący procesu, w którym Władysław Ł. i jego poprzednik Bogdan T. zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników w białostockim oddziale ARR. Biegły, który ma zbadać nagranie tej rozmowy, został powołany w śledztwie dotyczącym zeznań ministra rolnictwa złożonych w związku z procesem byłych prezesów ARR.

Obok procesu byłych szefów Agencji, który trwa od wielu miesięcy i zbliża się ku końcowi, trwa też śledztwo prokuratury okręgowej w Białymstoku, w którym śledczy badają, czy ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki złożył w tym procesie zgodne z prawdą wyjaśnienia jako świadek twierdząc, że nie naciskał na ówczesnych prezesów ARR w sprawie zatrudnienia pracownika w Białymstoku.
Tam właśnie został powołany biegły z zakresu fonoskopii, który bada zapis rozmowy. Opinia na być gotowa do połowy listopada, dlatego białostocki sąd rejonowy zdecydował we wtorek o przerwaniu procesu do ostatniego tygodnia listopada, by móc skorzystać z tej opinii.

Obrońca Władysława Ł. domagała się odsłuchania zapisu części tej rozmowy, bo oskarżony kwestionuje treść stenogramu sporządzonego przez prokuraturę z tego fragmentu. Śledczy uważają, że przyznaje się on w tym fragmencie, że przebieg konkursu dotyczącego zatrudnienia pracownika w Białymstoku nie był prawidłowy.

Sam Władysław Ł. mówił we wtorek przed sądem, że absolutnie tak nie powiedział, sam stenogram uważa za "nierzetelny, sporządzony z całkowicie nieuprawnionymi wnioskami".

- Tam nie potrzeba biegłego, tam wystarczy znajomość języka polskiego. To nie jest fragment niezrozumiały, czy fragment nieczytelny. Tam jest jednoznacznie powiedziane: nie była naruszona procedura - mówił b. prezes ARR.

- Nigdy nie potwierdzałem w żadnej rozmowie, że procedura rekrutacji, że jakakolwiek procedura będąca przedmiotem zainteresowania sądu, była naruszona, bo nie była - podkreślił w złożonym przed sądem oświadczeniu. Dodał, że w rozmowie z Władysławem Serafinem wielokrotnie powtarza: "pół milimetra nigdzie nie zawiniłem".

Byli szefowie ARR, Bogdan T. i Władysław Ł., odpowiadają przed Sądem Rejonowym w Białymstoku za przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników. Sąd próbuje wyjaśnić, czy wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w białostockim oddziale ARR. Obaj nie przyznają się do zarzutów.