Pozostaje tylko pytanie - czy wypas krów to sensowne zajęcie dla wójtów?

Prawie rok temu właściciel tej posesji w Srogowie koło Sanoka z podejrzeniem zabójstwa sąsiada trafił do aresztu. W gospodarstwie pozostały jednak zwierzęta – byk i jałówka. Rodzina i okoliczni mieszkańcy nie chcieli się nimi zająć w obawie przed porywczym właścicielem, który kiedyś wyjdzie zza krat. Dlatego sąd powierzył opiekę nad zwierzętami... wójtowi gminy Sanok.

Mariusz Szmyd, wójt gminy Sanok – „Powiedziałbym, że to jest pójście na skróty, po najmniejszej linii oporu.”

Gmina próbowała sprzedać bydło na dwóch licytacjach, ale chętnych nie było. Tymczasem rosły koszty utrzymania zwierząt, bo wynajęci opiekunowie godzili się pracować tylko za wysoką stawkę. Razem uzbierało się ponad 17 tysięcy złotych. W końcu gminie udało się sprzedać bydło.

Mariusz Szmyd, wójt gminy Sanok – „Sytuacja jest o tyle dziwna, że kwota, którą uzyskaliśmy ze sprzedaży to jest około jednej dziesiątej wartości kwoty, jaką ponieśliśmy na utrzymanie tychże zwierząt.”

Teraz gmina będzie dochodzić u właściciela zwrotu kosztów. Zdaniem mieszkańców wsi to wszystko trwało za długo i kosztowało za wiele.
Śmiechu warte, żeby nie poradziła sobie z tym ani prokuratura, ani samorząd, nikt.” - mówią mieszkańcy.

Podobna – choć nie tak kosztowna - sytuacja zdarzyła się w gminie Komańcza. Jej wójt musiał interweniować w jednym z gospodarstw w sprawie rzekomo zaniedbanych zwierząt.

Stanisław Bielawka, wójt gminy Komańcza - „Bardzo dużo nam przypada w udziale różnych obowiązków, nie zawsze to się wiąże z pieniędzmi budżetowymi.”

Nawet bez wyroku sądu, prawo zobowiązuje samorządy do rozwiązywania problemu nie tylko wałęsających się psów, ale także pozostawionych bez opieki dużych zwierząt. To jeszcze jeden absurdalny obowiązek narzucony samorządom bez wysyłania w ślad za tym pieniędzy. Jak tak dalej pójdzie to przy każdym urzędzie gminy trzeba będzie postawić stajnię lub oborę.

Źródło: Alicja Wosik/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!