Minister mówił, że Światowa Organizacja Handlu (WTO) nalega na liberalizację w tej dziedzinie. Natomiast od europejskich rolników wymaga się spełniania wielu kosztownych wymogów w zakresie środowiska i bezpieczeństwa żywnościowego, a to zmniejsza ich konkurencyjność.

Jak zaznaczył, mimo to Polska potrafi sprzedawać swoją żywność. W 2010 roku nasz kraj uzyskał dodatnie saldo w handlu artykułami rolno-spożywczymi, które wyniosło 2,6 mld euro. Głównym partnerem Polski w handlu żywnością są Niemcy.

Szef resortu rolnictwa zwrócił uwagę, że niekorzystna pogoda w ubiegłym roku miała wpływ na zbiory w Polsce. W 2010 r. produkcja rolnicza, po wzroście w trzech poprzednich latach, spadła o 1,8 proc., w tym produkcja roślinna o 7,5 proc.

- W 2010 r. wzrosły dochody rolników, przeciętny dochód z gospodarstwa rolnego wyniósł ponad 25,5 tys. zł rocznie i był o ponad 11 proc. wyższy niż w 2009 r. - powiedział Sawicki. Najwyższe dochody uzyskiwali producenci drobiu. Najgorzej pod tym względem wypadli rolnicy z gospodarstw wielokierunkowych.

Mówiąc o przyszłej Wspólnej Polityce Rolnej, stwierdził, że trzeba oderwać się od narodowych egoizmów, określić inne zasady podziału unijnych pieniędzy na podstawie nowych i prostych kryteriów. Minister poinformował, że odbył kilkadziesiąt spotkań z przedstawicielami innych krajów, by przekonywać do "nowatorskiego i ambitnego" podejścia do przyszłego kształtu.

Jak zauważył, od przystąpienia do Unii polscy rolnicy w ramach płatności bezpośrednich otrzymali 64 mld zł. Dopłaty obecnie stanowią ok. 70 proc. dochodów rolników. W 2004 r. udział dopłat wynosił 13,5 proc.

Odpowiadając na liczne pytania posłów, minister nawiązał do zarzutów opozycji dotyczących podpisania konkluzji węgierskiej w marcu tego roku. Wyjaśnił, że podpisał ten dokument, ponieważ znalazły się w nim po raz pierwszy stwierdzenia o "stopniowym odchodzeniu" od historycznych kryteriów podziału unijnych pieniędzy.

Podkreślił, że wcześniej w żadnych dokumentach "stare" państwa unijne nie dopuszczały do takich zapisów, takie stwierdzenie po raz pierwszy znalazło się w deklaracji węgierskiej. Dodał, że - Europy nie stać na kolejne okresy przejściowe (czyli na stopniowe wyrównywanie dopłat), a system płatności unijnych jest nie tylko systemem dyskryminującym, ale przede wszystkim zakłóca konkurencyjność na jednolitym rynku.