Byli szefowie tej agencji, Bogdan T. i Władysław Ł., odpowiadają przed Sądem Rejonowym w Białymstoku za przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników. Obaj nie przyznają się do zarzutów. Sąd próbuje wyjaśnić, czy wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w białostockim oddziale ARR.

Polecenia miały być wydawane w 2008 r. ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku Andrzejowi S. Według Prokuratury Okręgowej w Białymstoku chodzi o zatrudnianie i zwalnianie osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która przewiduje, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy "jest otwarty i konkurencyjny".

Wczoraj sąd konfrontował zeznania b. ministra rolnictwa oraz świadka - osoby, która miała być w białostockim oddziale ARR zatrudniona. Sawicki powtórzył swoje zeznania złożone przed sądem już kilka miesięcy temu, że "nie podejmował żadnych czynności" w sprawie tej osoby i nie rozmawiał o jej zatrudnieniu z prezesami ARR ani "nie wywierał nacisku" na nich.

Tymczasem w zeznaniach drugiego świadka była mowa o tym, że w rozmowie z nim minister miał powiedzieć, że rozmawiał o jego sprawie z szefami Agencji i że jest ona załatwiana. Świadek mówił przed sądem, że te zeznania "składał w przeświadczeniu, że taki był sens wydarzeń".

Zastrzegał jednak, że treści rozmów prowadzonych wówczas nie pamięta. Mówił też, że nigdy świadkiem ewentualnych rozmów ministra Sawickiego z prezesami ARR nie był. Marek Sawicki, pytany o zeznania tej osoby mówił, że nie może oceniać "odczuć" świadka.

Dwa miesiące temu do mediów trafiła rozmowa b. prezesa ARR Władysława Ł. i szefa kółek rolniczych Władysława Serafina. Jak podawały wówczas media, Władysław Ł. podczas rozmowy z Serafinem miał sugerować, że ówczesny szef resortu rolnictwa Marek Sawicki skłamał podczas składania zeznań jako świadek w tym postępowaniu, dotyczącym nieprawidłowości przy zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników ARR.

Dlatego sąd, na wniosek prokuratury, przesłuchiwał też wczoraj Sawickiego w związku z tą rozmową, cytując jej fragmenty. B. minister rolnictwa mówił jednak, że "nie ma żadnego stanowiska" w tej sprawie. W pewnym momencie przesłuchania zapytał sąd, czy nadal jest przesłuchiwany w charakterze świadka, a nie podejrzanego, który potrzebowałby pomocy adwokata.