Sawicki podczas konferencji prasowej w Sejmie powiedział, że przed zmianami w oświacie było 457 szkół rolniczych, do których chodziło ok. 170 tys. uczniów. Obecnie pozostało ich ponad 300, ale kształcą taką samą liczbę uczniów. Większość szkół prowadzona jest przez lokalne samorządy.

Minister pytany o to, czy będzie zwiększał liczbę prowadzonych przez resort szkół i czy może przejąć np. zamykaną przez samorząd szkołę rolniczą w Radomiu, powiedział, że dziwi się samorządowi, iż likwiduje placówkę, która jest potrzebna w tym regionie.

Na początku lutego radomscy radni podjęli uchwałę w tej sprawie. Oznacza ona, że jesienią może nie być już naboru do tej placówki, a do końca 2014 r. mogą zakończyć naukę w szkole jej dotychczasowi uczniowie. Obecnie kształci się w niej 565 uczniów. Pracownicy obawiają się o pracę. Miasto swoją decyzję tłumaczy racjonalizacją wykorzystania budynków szkolnych i prognozowanym niżem demograficznym.

"Dwukrotnie wcześniej sami proponowaliśmy przejęcie tej szkoły i samorząd dwukrotnie negatywnie odniósł się do propozycji ministra. Trochę dziwi mnie postawa samorządu, który chce zlikwidować szkołę i kierunki kształcenia w regionie, gdzie zainteresowanie tego typu zawodami jest dość duże" - powiedział minister.

Sawicki zaznaczył, że nie może składać deklaracji o poszerzeniu liczby szkół znajdujących się w jego gestii. "Musiałbym poprosić Radę Ministrów, by zmieniła program przejmowania przez resort szkół rolniczych" - zaznaczył.

Podkreślił, że byłby to zły sygnał dla innych samorządów. "Przez te dwa lata sporo się w tej szkole wydarzyło - została zubożona o część majątku, możliwości praktycznej nauki zawodu. Nie chciałbym dawać do samorządów takiego sygnału - pozbywajcie się majątku, przenoście atrakcyjne kierunki do szkół, na których bardziej wam zależy. A jak szkoła będzie już mocno <zdołowana>, wtedy wystąpicie do ministra rolnictwa ze swoistym szantażem, że minister rolnictwa nie chce szkoły rolniczej" - powiedział.

"Przyjęliśmy pewien schemat, pewną koncepcję sieci tych szkół. Gdybyśmy zrobili wyjątek, to obawiam się fali upadających, osłabionych szkół rolniczych, które przyjdą na garnuszek do ministra rolnictwa" - dodał.