Podczas środowej konferencji poświęconej jakości polskich ziem Instytut przedstawił badania, zgodnie z którymi średnia zawartość węgla w glebie to 1,25 proc., podczas gdy Komisja Europejska uważa, że zawartość materii organicznej poniżej 1,7 proc. w Europie Północnej poprzedza pustynnienie - w efekcie grunty wymagają rekultywacji.

W opinii Jana Marczakiewicza, który przez dekadę prowadził badania w gospodarstwie rolnym SGGW w Chylicach (woj. mazowieckie), gleba poddawana częstym zabiegom chemicznym i nawożeniu mineralnemu degraduje się, a pożyteczne organizmy, które produkują próchnicę zanikają. Powoduje to osłabienie roślin i wymusza jeszcze większą ich ochronę chemiczną.

"Żywność wytwarzana z płodów takich plantacji jest niepełnowartościowa, a jej skład chemiczny odbiega jakością i smakiem od żywności wytwarzanej w warunkach naturalnych" - powiedział Marczakiewicz.

W ocenie IUNG, zagrożeniem dla żyzności gleb w naszym kraju jest przede wszystkim spadek tzw. materii organicznej (próchnicy), a także powodzie, obsuwiska czy erozje. Wymieniane są również takie przyczyny jak urbanizacja, zanieczyszczenia, zasolenie. A także spadek bioróżnorodności - uproszczenie produkcji rolnej, czyli uprawianie jednego gatunku roślin, tzw. monokultura.

Naukowcy zaobserwowali, że w ostatnich 30 latach pogłębił się deficyt wody w rolnictwie. Znacząco spadł poziom wód gruntowych, głównie z powodu większej liczby tzw. lat suchych niż mokrych. Jedną z konsekwencji obniżenia poziomu wód gruntowych, zwłaszcza na terenach zmeliorowanych są duże straty próchnicy w tzw. glebach zwięzłych, np. glin i iłów.

Badania wskazują też, że bardziej intensywne metody produkcji niszczą strukturę gleby. Niekorzystnym zjawiskiem jest tzw. produkcja bezinwentarzowa. Brak zwierząt w gospodarstwie sprawia, że nawożenie ziemi odbywa się sztucznie, zamiast w sposób naturalny, czyli odchodami.

W opinii ekspertów, największą rolę w przywróceniu żyzności gleb będzie odgrywał płodozmian - uprawa różnych gatunków roślin, a także stosowanie tzw. poplonów (rośliny wysiewane po głównym plonie) czy wykorzystanie resztek pożniwnych np. ściernisko.

Naukowcy uważają, że m.in. należy poszukiwać metod biotechnologicznych. Jak zaznaczył Marczakiewicz, z jego doświadczeń wynika, że dobre rezultaty daje stosowanie tzw. pożytecznych mikroorganizmów, które powstają w glebie przez nawożenie przefermentowanym obornikiem lub inną masą organiczną np. są to naturalne odpadki żywności. Dodał, że dzięki takim metodom w jego gospodarstwie w ciągu zaledwie kilku lat znacznie wzrosły plony ziemniaków, kukurydzy i jęczmienia.