Wspólna kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i starostwa powiatowego nie potwierdziła jednak skażenia środowiska. Woda z tego rowu wpływa do zalewu Żannie- kąpieliska, z którego w sezonie korzysta tysiące wypoczywających. Narzekają też wędkarze.

Przedsiębiorca nie zgodził się pokazać twarzy przed kamerą, choć twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, wylewana przez niego ciecz to nie ścieki tylko wywar poprodukcyjny.

I rzeczywiście taki wywar można rozlewać na pola, ale obowiązują pewne obostrzenia, których należy przestrzegać, co do ilości, sposobu wylewania i miejsca. A że przedsiębiorca nie zawsze je spełniał, świadczy chociażby wyrok sądu, który uznał, że przed trzema laty, odpady z gorzelni zatruły pobliskie stawy rybne.

Sprawą zajął się wojewódzki inspektorat ochrony środowiska. Na pisemną skargę kilkudziesięciu mieszkańców okolicznych wsi, wspólnie ze starostwem powiatowym - rozpoczął kontrole.

W rowach przylegających do pól przedsiębiorcy stwierdzono znaczne ilości związków węgla, amoniaku i fosforu. Nie stwierdzono natomiast grzybów, które świadczyłyby o skażeniu terenu wywarem pogorzelnianym.

Źródło: Agrobiznes/Dorota Sowa/OTV Rzeszów

Podobał się artykuł? Podziel się!