Na wyjątkowe zyski mogą w tym roku liczyć tylko ci producenci owoców, których uprawy nie zostały zniszczone - pisze Beata Drewnowska, Magdalena Kozmana.

Takich jest jednak w Polsce niewielu. Z powodu ostatnich przymrozków tegoroczne zbiory jabłek mogą być nawet o 80 procent niższe niż przed rokiem. Równie duże mogą być straty w zbiorach wiśni, jednego z głównych polskich produktów eksportowych. Mniej będzie też truskawek deserowych, agrestu i prawdopodobnie porzeczki. Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, ocenia, że w rezultacie ceny owoców konsumpcyjnych mogą być o 50 - 60 procent wyższe niż przed rokiem. Powody do zmartwienia mają także przetwórcy. Zwłaszcza producenci koncentratów. Szczególnie ci, którzy wytwarzają je wyłącznie z jabłek i nie będą w stanie w krótkim czasie zmienić profilu produkcji.

Dorota Liszka, rzecznik prasowy Maspeksu, największego producenta soków w Polsce, przyznaje, że jeżeli wzrosną koszty zakupu surowców, można się spodziewać podwyżek cen gotowych produktów. Zdaniem Bożeny Noseckiej z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej jest jednak za wcześnie, aby określić ich skalę.

Zdaniem Krajowej Unii Producentów Soków brak surowca może zakończyć się katastrofą dla firm, które muszą spłacać kredyty. Część z nich zaciągnęła je po to, aby skorzystać z dotacji na rozwój produkcji. Chcielibyśmy, tak jak sadownicy, aby państwo ogłosiło stan klęski żywiołowej. Dzięki temu producenci mogliby skorzystać z ulg w spłacie kredytów - apeluje Barbara Groele. Kredyty zaciągnęło też wielu rolników. Dla nich zniszczenie upraw przez mróz to prawdziwa tragedia.

Wczoraj w Brukseli minister rolnictwa Andrzej Lepper poinformował, że dopóki trwa szacowanie strat, nie złoży wniosku do Komisji Europejskiej o pomoc. Jego zdaniem potrzebna będzie wypłata minimum 4 tys. zł na hektar zniszczonych upraw, ale ostateczne dane o zniszczeniach mogą zweryfikować te szacunki. Komisja przypomniała, że Polska może już teraz wypłacić każdemu producentowi po 3 tys. euro w ramach pomocy de minimis. Zdaniem Andrzeja Leppera będzie to zbyt mało.

Tymczasem niewielu rolników zdecydowało się na ubezpieczenie swoich upraw. Nie mamy zaufania do firm ubezpieczeniowych. Procedury są zagmatwane, a firmy robią wszystko, by odszkodowań nie wypłacić -mówi Wojciech Glonek.

 

Źródło: Rzeczpospolita