Poseł zgłosił wniosek o skierowanie projektu, oprócz komisji rolnictwa, także do komisji ochrony środowiska.

Zdaniem Żaczka, od ustawy z 2011 r., która została zawetowana, prezydencki projekt różni się tym, że zostały przywrócone zapisy o zakazie rejestracji odmian roślin genetycznie modyfikowanych. Jednak - jego zdaniem - brakuje niezbędnych zmian w definicji obrotu, co umożliwia omijanie zakazu sprowadzania roślin GMO na własny użytek i wysiewanie ich.

Podkreślił, że 70 proc. społeczeństwa jest przeciwko GMO, a raz wprowadzone do środowiska rośliny transgeniczne nie dają się z niego usunąć.

Argumentował, że GMO szkodzi zdrowiu. - To także ogromne pieniądze i potężny lobbing koncernów biotechnologicznych, dążących do otwarcia naszego rolnictwa na produkty GMO i czerpania z tego tytułu zysków - mówił Żaczek.

Przypomniał, że rząd PO-PSL w ramowym stanowisku z 2008 r. opowiedział się za tym, by Polska była wolna od GMO, ale jego zdaniem rząd nic w tym kierunku nie robi. Żaczek dodał, że jest możliwość prawna zakazania upraw GMO, tak jak to zrobiło już 9 unijnych państw.

Prezydent zawetował ustawę z 2011 r. z powodu niezgodności jej z prawem europejskim, trybu procedowania, a także z powodu braku konsultacji społecznych. Żaczek podkreślił, że przygotowany przez prezydenta projekt także nie był konsultowany, np. ze środowiskami przeciwników GMO.

- Zakaz upraw roślin GMO w ustawie o nasiennictwie wydaje się niezbędny, nie mam złudzeń co do odrzucenia projektu, więc Solidarna Polska będzie za dalszymi pracami w komisji i przyjęciem szeregu poprawek uszczelniających ustawę - powiedział.

Podobał się artykuł? Podziel się!