18 stycznia śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Żarach (Lubuskie). Wczoraj przejęła je prokuratura w Myszkowie na Śląsku, bo na tym terenie działa szczekocińska spółdzielnia. Jeszcze tego samego dnia szef Prokuratury Okręgowej w Częstochowie zdecydował, że to jednak ona poprowadzi postępowanie dotyczące sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób przez wprowadzenie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji.

Jak powiedział zastępca głównego lekarza weterynarii Jarosław Naze, na tym etapie sprawy nie sposób przesądzać, w którym momencie doszło do skażenia mleka; badają to prokuratura, inspekcja weterynaryjna oraz firmy, które handlowały tym produktem.

- Nie powinno raczej dojść do tego na etapie produkcji mleka w proszku. To cykl zamknięty, a mleko jest potem bardzo szczelnie pakowane w kilkudziesięciokilogramowe worki w ten sposób, że nie da się otworzyć takiego opakowania, nie niszcząc go. Bardziej prawdopodobne jest skażenie na etapie dystrybucji czy rozchodu - ocenił.

- Moim zdaniem było to celowe działanie osoby czy osób fizycznych, które być może nawet nie do końca zdawały sobie sprawę z zagrożenia i strat, jakie to może spowodować. Ujawnienie sprawy świadczy jednak o tym, że system jest dobry, transparentny, nikt tego przed konsumentami nie ukrył. Żywność, którą jemy, jest więc bezpieczna - dodał.