PRZEGLĄD PRASY: Przez koszmarną nieudolność pseudofachowców o drewnianych rękach biedne zwierzęta konały w strasznych męczarniach, a ich właściciel poniósł ogromne straty - pisze Agnieszka Sakowicz.

- Straciliśmy krowy, byki, pieniądze za mleko, którego nie będzie. Zostaliśmy z dużymi kredytami - rozpacza Andrzej Dąbrowski (37l.), rolnik z Zaruzia (woj. podlaskie). Trzęsie się ze zdenerwowania, kiedy opowiada o wizycie partaczy z Zakładu Energetycznego w Łomży. - Przyjechało ich sześciu, dwoma samochodami - mówi.

W gospodarstwie trzeba było przesunąć linię energetyczną. Przebiegała ona w miejscu, gdzie Andrzej Dąbrowski postanowił postawić dom.
Elektrycy długo majstrowali przy przewodach. W końcu wzięli się za elektrykę w oborze. Tak połączyli przewody, że prąd popłynął przez metalowe barierki, do których łańcuchami przypięte były krowy.

- Krzątałam się akurat po domu, kiedy rozległ się ich przeraźliwy ryk - płacze Agnieszka Dąbrowska (34l.), żona pana Andrzeja. Pobiegła do obory. Porażone prądem zwierzęta miotały się wte i wewte. - Bydło nie miało szansy na przeżycie, przeszło przez nie 220 woltów

Przez nieudolnych elektryków Dąbrowscy stracili ponad 100 tysięcy złotych. (...) Przerażeni elektrycy nawet nie próbowali kręcić. Od razu przyznali się do błędu. - Pomyliliśmy kable - powiedzieli z rozbrajającą szczerością.

Dominika Tuzinek Szynkowska, rzeczniczka Polskiej Grupy Energetycznej: - Jest nam niezmiernie przykro, że przez błąd naszych pracowników doszło do takiej tragedii. Nie uchylamy się od odpowiedzialności. Jesteśmy ubezpieczeni w przypadku zdarzeń tego typu.

Źródło: Super Express