PRZEGLĄD PRASY: Przedwczoraj wieczorem w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Jemielnicy 37-letni Józef C. wraz z jedną z pracownic zajmował się dojeniem krów. Mężczyzna wyszedł na chwilę, żeby dorzucić paszy zwierzętom w budynku obok. Kiedy nie wracał dłuższy czas, kobieta zaczęła szukać Józefa C. Wołała mężczyznę i dzwoniła na jego komórkę. Ten nie odpowiadał. Zaniepokojona pracownica zadzwoniła po prezesa spółdzielni.

Po godzinie poszukiwań 37-latka znaleziono w boksie, gdzie trzymanych jest 16 byków. Prezes spółdzielni wezwał karetkę, ale lekarz mógł tylko stwierdzić zgon.

- Nie wiem ani jak mogło do tego dojść, ani dlaczego Józef C. znalazł się w kojcu z bykami - mówi Piotr Tacicą prezes RSP w Jemielnicy. - To był doświadczony pracownik z ponad 20-letnim stażem. Kojce są ogrodzone. Do zwierząt można się dostać tylko przeskakując przez barierkę. Z tym, że w ogóle nie było takiej potrzeby, żeby tam wchodzić...

(...) Józef C. nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami. Jego zadaniem było tylko uzupełnienie paszy w żłobach, które znajdowały się poza kojcem. Ustaleniem przyczyn tragedii zajęły się policja i prokuratura Józef C. nie jest pierwszym pracownikiem jemielnickiej spółdzielni, który stracił życie w takich okolicznościach. Cztery lata temu zginęła kobieta.Tylko że wtedy stratowaną pracownicę znaleziono w oborze z krowami.

Źródło: Nowa Trybuna Opolska