W kraju nie ma już ani jednego ogniska ptasiej grypy. Hodowcy i przetwórcy drobiu cieszą się, ale jednocześnie zaczynają liczyć straty, jakie przyniosła im wirus.

- Zanotowaliśmy spadki cen, naturalnie one nie były zbyt wielkie, ale występowały i zmniejszony popyt był. Chcąc przekonać konsumenta, że ten produkt jest dobry nawet sami stosowaliśmy różne promocje – mówi Rajmund Paczkowski, Krajowej Rady Drobiarstwa.

To na pewno odbije się na wynikach finansowych zakładów drobiarskich. Większość strat jest nie do odrobienia. Zwłaszcza, że przetwórcy w przeciwieństwie do hodowców drobiu nie mają także co liczyć na jakiekolwiek rekompensaty. Tymczasem rolnicy wciąż o nie walczą.

Andrzej Jodko, hodowca drobiu Olsztyn – Oczekujemy, że prawodawstwo polskie będzie dostosowane do prawodawstwa unijnego, które przewiduje w takich wypadkach odpowiednie rekompensaty.

Resort rolnictwa zapewnia, że stara się o rekompensaty zarówno z budżetu krajowego jak i unijnego. Problem w tym, że szczegóły jak na razie nie są znane. Negocjacje z Komisją Europejską trwają i zakończą się dopiero za kilka tygodni. Najszybciej mogłaby być wypłacono tzw. pomoc de minimis. Dla każdego gospodarstwo to 7,5 tys. euro.

Władysław Piasecki, KRIR: - Domagamy się nie pomocy de minimis tylko nadzwyczajnych środków, jakie Unia może zastosować w przypadku takich wypadków jak ptasia grypa.

Mimo to wszystko wskazuje na to, że taka pomoc do hodowców drobiu dotrze najszybciej. Nie wiadomo jednak ile ferm zostanie nią objętych oraz jaką kwotę z budżetu rząd przeznaczy.

Artur Ławniczak, wiceminister rolnictwa: - Podamy tę kwotę po dokładnej analizie danych ze wszystkich powiatów i gmin.

Z powodu ptasiej grypy inspekcja weterynaryjna zlikwidowała ponad milion sztuk ptaków oraz dwa miliony jaj. Odszkodowania z tego tytułu wyniosły 7,5 mln zł.

Źródło: W.Katner/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!