W nocy z czwartku na piątek wschodnich krańcach regionu temperatura spadła do niemal minus 30 stopni, rano było blisko minus 20 stopni. Surowa zima sprawia, że mieszkańcy małych wiosek położonych wzdłuż wschodniej granicy mają trudności w dotarciu do sklepu, apteki czy lekarza.

- Boczne drogi są miejscami nieprzejezdne. Na wsi pozostali głównie starzy ludzie, oni podczas tych mrozów boją się wychodzić z domów, a do sklepu mają po kilka kilometrów. Funkcjonariusze podczas patroli systematycznie odwiedzają ich i pomagają, gdy zachodzi taka potrzeba - powiedział rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie Dariusz Sienicki. W ostatnich dniach funkcjonariusze ze strażnicy w Łaszczowie przywieźli pielęgniarkę do chorego w miejscowości Maślatyn.

Strażnicy z Dorohuska stale zaopatrują w żywność i leki mieszkańców wsi Kolemczyce, gdzie pozostały już tylko trzy rodziny złożone z osób starszych. W Dołhobyczowie - zaopatrzyli w drewno na opał matkę samotnie wychowującą dwójkę dzieci, a w Dyniskach pomogli przetransportować chorego, gdy karetka pogotowia nie mogła dotrzeć do jego domu.

- Strażnicy graniczni też korzystają z pomocy mieszkańców, choćby przez to, że mogą napić się gorącej herbaty podczas pieszego patrolu - dodał Sienicki.

Mieszkańcy przygranicznych terenów cenią sobie pomoc straży granicznej. - Ta pomoc jest bardzo potrzebna. Nawet, gdy nie ma dużo śniegu, jak teraz, to do niektórych miejscowości trudno dotrzeć. Strażnicy nigdy nie odmawiają pomocy, jesteśmy bardzo wdzięczni - powiedział wójt przygranicznej gminy Dołhobyczów Józef Demendecki.
Podobał się artykuł? Podziel się!