Struzik, który jest kandydatem PSL w wyborach do PE w mazowieckim okręgu nr 5, uczestniczył w seminarium "Polska Wieś - Nowe Wyzwania", zorganizowanym przez starostę płockiego. Wśród gości byli też: europarlamentarzysta Jarosław Kalinowski - pierwszy na mazowieckiej liście kandydatów ludowców do PE oraz podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Tadeusz Nalewajk.

- Wybory do Parlamentu Europejskiego są 25 maja. Polska i mazowiecka wieś nie chodzi do tych wyborów. Nie jestem w stanie tego zrozumieć - mówił podczas spotkania Struzik. Przekonywał, że jeśli w przyszłej kadencji w Parlamencie Europejskim znajdą się "tylko przedstawiciele dużych miast, to zabraknie tych, którzy będą mówili o problemach polskiej wsi i polskiej prowincji".

Struzik ocenił, że frekwencja w niektórych gminach, która wynosi w wyborach 20, a nawet 15 proc. jest - jak to określił - żenująca. "Mam do was tylko jedną prośbę, żebyście przekonali swoich bliskich, znajomych, że to właśnie wieś powinna pójść przede wszystkim do tych wyborów. To na was, na liderach lokalnych, sołtysach, na radnych gminnych, na wójtach spoczywa olbrzymi obowiązek przekazania innym ludziom, że pozostawanie wtedy w domu jest bez sensu, jest tak naprawdę oddawaniem swoich interesów w niepewną przyszłość" - argumentował Struzik.

Podkreślił, że procesy modernizacyjne na wsi, mimo pozytywnych zmian w ciągu 10 lat od wejścia Polski do Unii Europejskiej, są ciągle potrzebne. - Proszę was o rozsądek 25 maja. Bardzo was o to proszę - apelował.

Struzik ocenił, że 11 lat temu Polacy w referendum nad przystąpieniem do UE podjęli słuszną decyzję. "Wystarczy się rozejrzeć wokół, jak Polska mogłaby dzisiaj wyglądać, może tak jak Ukraina, gdybyśmy nie byli członkami Unii Europejskiej. To są nie tylko kwestie bezpieczeństwa. To są również kwestie samorządności, niemałe pieniądze europejskie, także nasze poczucie, że chcemy pozytywnie zmieniać Polskę" - przekonywał.

Kalinowski pytany przez PAP dlaczego polska wieś nie chodzi na wybory do PE ocenił, że problem z frekwencją w wyborach europejskich to ogólny problem w Polsce. Przyznał, powołując się na dane Państwowej Komisji Wyborczej, że "w środowiskach miejskich i wielkomiejskich frekwencja ta jest dwukrotnie, a nawet trzykrotnie wyższa od frekwencji w środowiskach lokalnych".