Związkowcy z całego kraju domagali się, aby minister Marek Sawicki, lub inny wysoki urzędnik, wyszedł do nich przed gmach. Jednak ze strony Ministerstwa padło jedynie zaproszenie delegacji rolników do środka. - Oto chłopi są w urzędzie i boją się wyjść do chłopów, jak to możliwe? – słychać było wzburzone głosy. - Minister jest rolnikiem, powinien wyjść! – krzyczeli rolnicy z Wielkopolski.

- Chcemy żeby rolnik był traktowany na równi z innymi ludźmi. Rolnik nie jest głupi, umie liczyć - nie mamy perspektyw. To jest normalnie tragedia na wsi, rodziny się przez to rozpadają, bo nie mają się za co utrzymać – powiedział producent z Zubowicz, woj. lubelskie. - Przez tę sytuację nie mam co robić, więc oglądam telewizję. I co? Zajmują się byle czym, a prawdziwych problemów to nie pokazują. Nikt się nie martwi gospodarką. Mamy pretensje do mediów, ze pokazują tylko dobre strony wejścia do Unii Europejskiej, że rolnicy mają mnóstwo pieniędzy, a prawdy to nie pokażą. A jak GMO wejdzie, to nas zniszczą. Zachód nam to funduje. Mam teścia co ma 100 lat, nie miał do czynienia z modyfikowaną żywnością. My tego nie doczekamy, bo chemia, stresy w rolnictwie ogromne – dodał inny rolnik z Zamojszczyzny.

Rolnicy nie przystali na propozycję obrad wewnątrz budynku i powędrowali przed Urząd Rady Ministrów. - My chcemy normalnie, zdrowo, godnie żyć. To jest wstyd dla naszego rządu, ze my tu dzisiaj jesteśmy. Do każdego tucznika dokładamy. Chcemy kontroli weterynaryjnej, etykietowania – wyliczali Stanisław Ostrowski i Waldemar Musiatowicz z okolic Radzynia Podlaskiego w woj. lubelskim.

Pod Urzędem związkowcy wręczyli Arturowi Ławniczakowi, Podsekretarzowi Stanu w MRiRW, petycję skierowaną do premiera Donalda Tuska, w której domagają się m.in.: utrzymania dotychczasowego stanowiska w sprawie GMO, zwiększenia zwrotu akcyzy w paliwie rolniczym do 100 proc., skutecznej kontroli weterynaryjnej w imporcie mięsa i zwierząt.