- Punktem honoru było dla mnie żeby zająć się tematem szkód łowieckich na poziomie krajowym -  informuje prezes Izby Rolniczej w Opolu Herbert Czaja. Cztery lata temu została powołana specjalna komisja z udziałem przedstawicieli izb rolniczych oraz przedstawicieli kół łowieckich na szczeblu ogólnopolskim. Przewodnictwa podjął się szef śląskiej izby rolniczej.

- Drobne kroki są robione po wielu latach  - mówi prezes opolskiej izby, komentując wciąż spore kwestie szkód łowieckich. Ostatnie regulacje zmieniające rozporządzenie dały – jego zdaniem - iskierkę nadziei na nieco inne, lepsze podejście dla rolników. Przykładowo od zapisu, że rolnik musi zgłosić szkodę do 7 dni od jej wystąpienia do zapisu, że rolnik może zgłosić szkodę do 3 dni od zauważenia. Drugi zapis, mówi, że nie ma ostatecznego szacowania, jeśli szkoda się powiększa, rolnik ma prawo wezwać ponownie koło łowieckie.

- Uważamy, że albo koła są za biedne i nie stać ich na polowania i wynagradzanie szkód rolnikowi, albo drugi wariant proponowany jest taki, że Państwo powinno partycypować w szkodach łowieckich, bo zwierzyna w stanie wolnym jest własnością skarbu państwa – wyjaśnia Czaja. Pojawiają się również głosy, że zwierzyny jest znacząco za dużo, a myśliwi nie są w stanie zredukować tej liczby. Jako rolnicy, wiemy, że zwierzyny jest za dużo. Podchodzą pod posesje daleko w głąb wsi. Plagą już nie tyle są dziki, ale jeleniowate: jeleń, sarna, daniel – wylicza szef opolskiej izby rolniczej. 

Zdaniem Izby Rolniczej w Opolu, jeśli koła łowieckie zadbałyby o zabezpieczenie upraw, szkody nie byłyby tak duże. Szczególnie północ województwa narażona jest na straty w uprawach powodowane przez zwierzynę, bo jest tam duże zalesienie. Jeśli nie będzie kompleksowych, grodzeń i poletek zaporowych dla zwierzyny i dokarmiania, ten problem pozostanie nierozwiązany. - Nie ma szans, żeby koła dały radę wypłacić rzeczywiste koszty szkód wyrządzonych przez zwierzynę – dodaje Czaja. Podobał się artykuł? Podziel się!