Komisja Europejska przesłała do Trybunału Sprawiedliwości UE wniosek o nałożenie na Polskę kar finansowych za niezastosowanie się do lipcowej decyzji o natychmiastowym nakazie wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej. Wniosek o nałożenie kar dla Polski został przesłany Trybunałowi Sprawiedliwości UE w środę.

W poniedziałek w Trybunale Sprawiedliwości UE w Luksemburgu odbyło się posiedzenie w sprawie zakazu wycinki w Puszczy Białowieskiej, podczas którego swoje racje przedstawili minister środowiska Jan Szyszko oraz przedstawiciele Komisji Europejskiej. Wysłuchanie to dotyczyło wyłącznie nakazu zaprzestania wycinki, a nie całego postępowania wobec Polski w sprawie Puszczy.

Minister środowiska pytany w TV Trwam o to spotkanie, ocenił, że było ono "kuriozalne".

Szyszko podkreślił, że ws. Puszczy Białowieskiej Polska postępuje zgodnie z dyrektywami i prawem UE. Według niego w 2011 r. zmieniono sposób zagospodarowania puszczy, zgodnie z którym zmniejszono wycinkę drewna z drzewostanów sadzonych przez człowieka, dlatego doszły ono do fizycznego wieku i zaczęły chorować, przez co drzewostan zaczął obumierać, a wraz z nim siedliska dla gatunków.

- O tym informowaliśmy zgodnie z prawem Komisję Europejską - mówiliśmy o tym, że takie rzeczy się dzieją. KE nam na to nie odpowiadała, w związku z tym złożyliśmy program naprawczy, przeprowadziliśmy pełną inwentaryzację i rozpoczęliśmy działania ochronne zgodnie z prawem UE - powiedział.

- Po pełnej inwentaryzacji oceniliśmy, które siedliska rzeczywiście giną - o tym żeśmy również KE poinformowali. KE nie odpowiadała nam na żadne nasze pisma, postulaty, natomiast w stosunku do nas rozpoczęła pewną prawną procedurę po to, żeby Polska wstrzymała działania ochronne w stosunku do obszaru Natura2000, które zgodnie z naszą wiedza i prawem UE mają zahamować proces degradacji siedlisk - dodał minister środowiska.

Szyszko nawiązując do poniedziałkowego spotkania w TSUE stwierdził, że strona skarżącą, czyli przedstawiciel KE nie mógł sformułować "o co mu chodzi".

- W tej chwili wygląda sytuacja w ten sposób, że pan wiceprzewodniczący Frans Timmermans powiedział, że KE ma cztery dni na to, żeby doprecyzować postanowienie, a my mamy później po otrzymaniu tego postanowienia cztery dni, aby się ustosunkować do tego postanowienia" - wskazał.