Skargi na poczynania spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, która chce likwidować "hurtowe ilości" przejazdów kolejowych, napływają do nas ze wszystkich stron kraju. Jak brzemienne w skutkach mogą okazać się te zamiary, chcemy pokazać na przykładzie dwóch gmin w województwie łódzkim. W gminie Poddębice mieszkańcy o zakusach kolejowej spółki dowiedzieli się wiosną br. i odtąd nie mogą już spać spokojnie. Mieszkańcom Krzewia w gminie Krośniewice kolej już zlikwidowała przejazd i bezskutecznie walczą o jego odtworzenie.

WIEŚCI NA DRZEWIE

Mieszkańcy wsi Nowy Pudłów, Pudłówek i Busina w gminie Poddębice o zamiarach kolei dowiedzieli się pod koniec maja br. Informacje o podjętych decyzjach PKP PLK rozwiesiło na drzewach w pobliżu przeznaczonych do likwidacji trzech przejazdów.

- Dobrze, że ludzie zdążyli przed deszczem zerwać te ogłoszenia i przekazać wiadomość innym gospodarzom, bo o wszystkim dowiedzielibyśmy się po fakcie - oburza się Krystyna Strzelczyk, mieszkanka Nowego Pudłowa. - Kolej chce zlikwidować dwa przejazdy w Nowym Pudłowie i jeden w Businie. W ten sposób rolnicy z Pudłówka i Nowego Pudłowa będą zupełnie odcięci od ziemi, bez możliwości dojazdu, uprawy i zbioru plonów. W Businie zaś ludzie zostaną całkowicie odcięci od świata - stracą możliwość dojazdu z domostw do drogi publicznej i do pól. Te przejazdy to dla nas "być albo nie być", tymczasem kolej zupełnie się z nami nie liczy. Decyzje zapadły bez żadnych konsultacji społecznych.

Wszystkie trzy wsie ciągną się wzdłuż drogi powiatowej, która z Poddębic biegnie na południe do Pudłówka. Wzdłuż tej samej drogi od strony zachodniej ciągnie się trasa kolejowa. Większość gospodarstw znajduje się na wschód od drogi, grunty i użytki rolne położone są tymczasem za torami kolejowymi. Oburzeni mieszkańcy pojedynczo i w grupie próbowali dodzwonić się pod wskazany w ogłoszeniach numer w Zakładzie Linii kolejowych w Łodzi, by wyjaśnić sprawę.

- Nawet jeśli już ktoś podnosił słuchawkę, to i tak odsyłał pod inny numer, a tam nikt nie odbierał lub twierdził, że sprawa nie leży w jego kompetencjach. To jak zabawa w głuchy telefon - skarży się Piotr Kochanowski z Businy. - Ta kolejowa spółka to po prostu państwo w państwie, nikt nie zamierza się tam tłumaczyć z decyzji obywatelom. Obywatel ma się dostosować, a nie protestować.