Informacje zebrane przez tę organizację upoważniają ją do stwierdzenia, że wbrew zapewnieniom koncernów zajmujących się produkcją nasion GMO, uprawy te nie dają wyższych plonów. Wymagają natomiast stosowania większej ilości pestycydów produkowanych przez te same firmy. Jest to następstwem uodporniania się chwastów na substancje chemiczne i pojawienia się nowych szkodników.

Prof. Ewa Rembiałkowska – kierownik zakładu żywności ekologicznej SGGW, stwierdziła w swoim wystąpieniu, że rolnicy, którzy zdecydują się na uprawę roślin GMO, będą rokrocznie musieli wymieniać materiał siewny. Firmy wiążą rolników ze sobą umowami długoletnimi, a jednocześnie z roku na rok ponoszą oni coraz wyższe koszty produkcji.

Prof. Ewa Rembiałkowska zauważyła także, iż uprawa roślin modyfikowanych nie tylko nie zapewnia wzrostu produkcji żywności, ale także nie poprawia jej jakości. Stanowi natomiast poważne zagrożenie dla bioróżnorodności. Jej zdaniem, dopuszczenie do uprawy roślin genetycznie modyfikowanych zniszczy rolnictwo ekologiczne.

Zabierająca głos w konferencji biotechnolog doc. Katarzyny Lisowskiej oświadczyła, że nie ma żadnych przesłanek, by wprowadzić na polskie pola roślin GMO. Potwierdzeniem tego twierdzenia jest stanowisko polskiego rządu w którym przyjęto, że nasz kraj ma być wolny od GMO. "Polska powinna się zastanowić, co jest naszą racją stanu- czy dopuścić do upraw GMO czy wzorem innych krajów, np. Niemiec i Francji, je zablokować" - mówiła Lisowska. W jej opinii, zakazanie upraw transgenicznych nie jest oporem przeciwko postępowi - jak twierdzi część zwolenników GMO. Zgoda na te uprawy jest natomiast "uleganiem potężnemu lobby, które raczej szuka zysku, niż oddalenia od ludzkości widma głodu".

W Sejmie od kilku miesięcy trwają prace nad nowym, rządowym projektem ustawy o GMO. Według autorów projektu, ma ona uwzględnić odrębne stanowisko Polski co do tworzenia stref wolnych od organizmów genetycznie modyfikowanych.

Źródło: farmer.pl