Sąd w Białymstoku od wielu miesięcy próbuje wyjaśnić, czy byli prezesi ARR - Władysław Ł. oraz jego poprzednik Bogdan T. - wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w ARR przez co, w ocenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, przekroczyli uprawnienia. Obaj do zarzutów się nie przyznają.

Polecenia miały być wydawane w 2008 roku ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku Andrzejowi S. Według prokuratury chodzi o zatrudnianie oraz zwalnianie osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która przewiduje, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy "jest otwarty i konkurencyjny".

Wczoraj sąd miał przesłuchać czterech ostatnich świadków, stawiło się trzech. Najdłużej trwało przesłuchanie dyrektor biura systemów jakości ARR. Powiedziała m.in., że od 2004 roku stosowane są tam procedury rekrutacyjne wymagane przez UE, bo ARR jest tzw. agencją płatniczą UE.

Świadek mówiła też, że po kontrolach w ARR, prowadzonych w latach 2008-2010 odnośnie spraw pracowniczych, nie było zastrzeżeń. - Gdyby były, trzeba byłoby wdrożyć działania naprawcze - mówiła. Dodała, że ARR ma szereg certyfikatów potwierdzających wprowadzone tam systemy zarządzania jakością, czy np. przeciwdziałanie zagrożeniom korupcyjnym.

Zeznawał też m.in. b. dyrektor oddziału ARR w Bydgoszczy, który kilka lat temu stracił pracę po dziennikarskiej prowokacji dotyczącej możliwości zatrudnienia po znajomości.

W kwietniu sąd zamierza przesłuchać ostatniego świadka obrony. Zapowiedział też, że wówczas mogłyby mieć miejsce mowy końcowe w tym procesie.

Prokuratura prowadziła śledztwo dotyczące zatrudniania w ARR wraz z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Zarzuty wysokim urzędnikom agencji postawiono w kwietniu 2009 roku.

Postępowanie zaczęło się od zawiadomienia złożonego do CBA przez byłego już dyrektora podlaskiego oddziału ARR Andrzeja S. Zawiadomił on Biuro, że był naciskany w sprawie zatrudniania osób, które - jego zdaniem - nie miały stosownych kompetencji.

S. był jednym z "bohaterów" prowokacji dziennikarzy programu TVN "Teraz my", którzy jesienią 2008 r. pokazali, że w bydgoskim i białostockim oddziale ARR można załatwić pracę, powołując się w rozmowie telefonicznej na znajomości w resorcie rolnictwa.

Andrzej S. został w oddzielnym śledztwie oskarżony o przekroczenie uprawnień przy konkursach dotyczących zatrudnienia dwóch osób. Po procesie sąd warunkowo umorzył postępowanie wobec niego, ale Andrzej S. odwołał się od tego wyroku.

Podobał się artykuł? Podziel się!