Pan Zygmunt Kuś choć właśnie schował przed zimą swojego półwiekowego Ursusa C- 328, to już nie może doczekać się kolejnej podróży. Ten rok był dla niego szczególny. Przeżył niesamowitą historię, spełnił swoje marzenia, poznał wiele nowych osób, jednym słowem czuje się szczęśliwy i jest pewny jednego. Nie zamierza poprzestawać na wspomnieniach. Już snuje plany o kolejnej ekscytującej podróży.

- Początkowo zakładałem sobie, że wyruszę na zagraniczny wojaż. Niestety wszystko rozbija się o fundusze, a raczej o ich brak. W przypadku wyjazdu za granicę wszystko jest sporo droższe - pan Zygmunt Kuś nie załamuje jednak rąk – ale ciągnikiem w czerwcu na pewno wyjadę. Tak jak w tym roku wyruszę w Polskę. Jest tyle miejsc, których jeszcze nie zwiedziłem.  Kiedy pytamy pana Zygmunta o koszty takiej wyprawy odpowiada niechętnie.

- Gdyby ktoś chciał pojechać moją trasą i spędzić w podróży około 80 dni to musi mieć przy sobie około 10 tysięcy złotych.

O panu Zygmuncie pierwszy raz napisaliśmy w zeszłym roku, wówczas opisywaliśmy przygotowania do jego wyprawy. Później spotkaliśmy go podczas jego tourne po Polsce.

Czytaj więcej: Tour de Pologne na ciągniku z... doczepionym kempingiem

Nasz bohater choć nigdy nie był rolnikiem, zawsze marzył o ciągniku. Kiedy emerytowanemu kierowcy tira trafiła się okazja kupna zabytkowego Ursusa, nie wahał się ani chwili. Dokupił do niego przyczepę kempingową i w końcu po generalnym remoncie maszyny mógł bez pośpiechu jeździć nią po całej Polsce.

Wyruszył na początku czerwca, w trasie jak sam przyznaje spędził 80 dni, pokonał w sumie 2 tysiące kilometrów. Swoją podróż zakończył w Wilkowicach na XV Ogólnopolskim Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych. Tam też uciął sobie krótką rozmowę z pracownikami lubelskiego Ursusa. Rozmowa była bardzo miła, jednak spodziewał się po niej odrobinę więcej.

- Uważam, że świetnie reklamuję ich markę. Jeżdżę po całym kraju i udowadniam, że choć ciągnik ma ponad pół wieku, to w ogóle się nie psuje. Dzięki Bogu nie miałem z nim najmniejszych kłopotów -  pan Zygmunt nie ukrywa, że liczy na to, że jego wyprawą zainteresują się sponsorzy, choćby i tacy, którzy sfinansują niewielką część jego kosztów.

Jak się okazuje nasz bohater ma już pierwszych naśladowców. Kiedy prasa ogólnopolska zaczęła rozpisywać się o jego wyprawie, jeden z księży podchwycił ten pomysł. Wypożyczył kilka 40 letnich ciągników i zapłacił za koszty podróży 5 mężczyznom, którzy od kilku lat skutecznie walczą z nałogiem. Celem ich podróży miała być jedna z francuskich bazylik.

- Słyszałem o nich, bardzo im kibicowałem, ale nie wiem czy udało im się wrócić, cieszę się, że turystyka traktorowa się rozwija - śmieje się pan Zbigniew i dodaje: - Ja póki co nie mogę zachęcić do podróży swojej żony. Ona twierdzi, że ciągnik nie jest od podróżowania.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!