Jak poinformował dyrektor oddziału terenowego Agencji Rynku Rolnego w Katowicach Tomasz Żabiński, oba programy systematycznie rozwijają się w regionie, gdzie sieć szkół jest jedną z najgęściejszych w kraju.

Realizacja programu "Szklanka mleka" rozpoczęła się w 2004 r. Obejmował on wówczas w województwie śląskim ok. 500 szkół, czyli ok. 70 tys. dzieci. W tym roku obejmuje już 1500 szkół, a szklankę mleka wypija dzięki niemu w szkole co dwa dni 250 tys. dzieci.

Z kolei program "Owoce w szkole" rozpoczął się w 2009 r. Początkowo obejmował w Śląskiem 300 szkół i 30 tys. dzieci, w tym roku to już 1 tys. szkół i 100 tys. dzieci.

- Oba programy kształtują dobre nawyki żywieniowe u dzieci. Mamy nadzieję, że przyczyniają się do wyparcia coli i chipsów ze szkolnych sklepików. Z drugiej strony rolnicy mają zbyt na swoją produkcję. To jest bardzo ważne, żeby wspierać w ten sposób rolników polskich, którym nieraz naprawdę jest ciężko - powiedział PAP dyrektor Żabiński.

Spożycie mleka i przetworów mlecznych jest finansowane z trzech źródeł: z budżetu Unii Europejskiej - w przedszkolach i szkołach, z wyłączaniem szkół wyższych, z budżetu krajowego - w szkołach podstawowych, oraz z budżetu Funduszu Promocji Mleka - w przedszkolach i gimnazjach.

W ramach programu "Szklanka mleka" dzieci i uczniowie mogą dostawać mleko i mleko smakowe o różnej zawartości tłuszczu, kefiry, jogurty naturalne oraz smakowe, serki topione, twarogi, twarożki naturalne i smakowe, sery. W praktyce najczęściej jest to mleko, a w dalszej kolejności mleko smakowe oraz jogurty, sery i twarogi.

"Owoce w szkole" - to program Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, uruchomiony od roku szkolnego 2009/2010. Dzieci dostają za każdym razem porcję składającą się z jednego produktu owocowego i warzywnego, 2 lub 3 porcje w tygodniu przez 10 tygodni. Wśród owoców są to jabłka, gruszki, w sezonie również truskawki, wśród warzyw - marchew, słodka papryka lub rzodkiewki. Nie sprawdziły się ogórki - zbyt szybko się psuły. Dzieci mogą też dostawać w ramach programu soki owocowe, warzywne lub owocowo-warzywne.

- Potencjał rozwijania obu programów w naszej aglomeracji jeszcze jest. Środki są zagwarantowane dla wszystkich szkół, nie było jeszcze sytuacji, żeby pieniędzy na te programy zabrakło - zaznaczył dyrektor Żabiński.

Decyzja o przyłączeniu się do programu należy do dyrektorów placówek, którzy muszą zgłosić akces w określonych terminach. Drugą barierą może być znalezienie odpowiedniego dostawcy.

- Jeżeli szkoła jest daleko, to nie zawsze odpowiada dostawcy. Robimy wszystko, by dostawca, jadąc do odległej szkoły, miał też inne w pobliżu i żeby mu się to wszystko zbilansowało - mówił Tomasz Żabiński.

Podkreślił, że dzieci otrzymują wyłącznie polskie produkty ze sprawdzonych i kontrolowanych gospodarstw.

Podobał się artykuł? Podziel się!