Lekarz miał w zamian za łapówki, bez przeprowadzenia badań zwierząt, wystawiać świadectwa weterynaryjne dla bydła eksportowanego za granicę. O sprawie poinformował kanał TVP Info. Według telewizji, lekarz miał nie przebadać 200 tys. sztuk zwierząt.

Temistokles Brodowski z CBA potwierdził, że przed trzema tygodniami biuro zatrzymało lekarza weterynarii z Pruszkowa. Odmówił podania szczegółów. Również prokuratura nie chciała podać więcej informacji. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mateusz Martyniuk ujawnił jedynie, że lekarz usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej.

Według TVP Info, śledztwo CBA rozpoczęło się po zatrzymaniu transportu 200 cieląt do Holandii. Niektóre z nich były wycieńczone, a kilkadziesiąt nie miało świadectw zdrowia. Bydło wysyłała firma z Grodziska Mazowieckiego, a łapówki miała wręczać właścicielka firmy. Lekarz miał dostawać po kilka złotych za każde nieprzebadane zwierzę, łącznie ponad 300 tys. zł. Również właścicielka miała usłyszeć zarzuty.

Marek Sawicki powiedział, że jeden przyłapany weterynarz nie może psuć opinii wszystkim uczciwie pracującym.

Główny Lekarz Weterynarii Janusz Związek poinformował, że lekarz weterynarii z Pruszkowa pełnił funkcję od czerwca 2007 r. Związek przyznał, że miał informacje o jego zatrzymaniu 19 października, jednak był związany tajemnicą śledztwa. Zapewnił też, że kraje, do których eksportowane były zwierzęta, poinformowano już o nieprawidłowościach. Strona polska zapewniła, że zwierzęta nie były chore.

„Do czasu otrzymania informacji o zatrzymaniu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne przesyłki bydła (...) Główny Lekarz Weterynarii nie posiadał żadnych sygnałów o tak poważnych nieprawidłowościach" - zaznaczył Janusz Związek.

"Od samego początku całej sprawy Główny Inspektorat Weterynarii ściśle współpracuje z organami ścigania w celu jak najszybszego wyjaśnienia wszystkich aspektów" - podał. "Główny Inspektorat Weterynarii nie otrzymał od tych służb żadnych informacji o naruszeniach prawa weterynaryjnego w zakresie zdrowia zwierząt w odniesieniu do tych transportów" - zaznaczył szef inspekcji.