Mrozy zniszczyły także w dużej części uprawy wczesnych ziemniaków, kukurydzy, rzepaku i warzyw.

Na początku maja w Wielkopolsce w nocy panowały ujemne temperatury, sięgające nawet minus dziewięciu stopni.

- U nas nie spadł ani śnieg ani deszcz, który uchroniłby zalążki owoców przed wymarznięciem. To, co się wydarzyło w maju, to nie były przymrozki, bo te występują zazwyczaj wieczorem i nad ranem. Teraz mróz trzymał całą noc i dlatego nic nie dało odymianie sadów czy ich zraszanie - powiedział prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej poseł Piotr Walkowski.

Izba wstępnie oszacowała straty. W przypadku drzew owocowych wyniosły one od 80 do 100 proc., truskawek od 50 do 80 proc., młodych ziemniaków około 80 do 100 proc.

Wojewoda powołał komisje, które na terenie gmin będą zbierały od rolników informacje na temat strat spowodowanych mrozami. Później komisje te oszacują straty i przekażą informacje wojewodzie, który po weryfikacji przekaże dane ministrowi rolnictwa.

- Rolnicy otrzymają pomoc w postaci kredytów preferencyjnych czy zawieszenia składki KRUS, ale chcielibyśmy, aby ogrodnicy dostali zapomogi od państwa - przecież sad owocuje raz w roku. Jak nie będzie owoców, to nie będą mieli pracy zbieracze, a sady mimo wszystko trzeba pielęgnować - dodał prezes Walkowski.

Walkowski chciałby, aby Sejm wspomógł ogrodników w podobny sposób, jak rolników w czasie powodzi w 2010 roku.

- Trzeba tak zmienić specustawę powodziową, aby objęła ona ogrodników, którzy ponieśli straty i nie będą mieli środków do życia i objąć ich np. zasiłkiem dla bezrobotnych - dodał Walkowski.

Ogrodnicy, którzy ponieśli największe straty, oprócz kredytów preferencyjnych mogą liczyć na okresowe zawieszenie składki KRUS czy środki z pomocy społecznej.