PRZEGLĄD PRASY: […] Pierwszy o tradycjach winiarskich i szansach, jakie ona niesie dla naszego regionu, mówił Stanisław Ostrowski, były szef stowarzyszenia winiarskiego. – To jest możliwość zatrudnienia wielu ludzi młodych ludzi z naszego regionu – przekonywał przez kilkanaście lat. Z małego gospodarstwa winiarskiego żyją w innych krajach całe rodziny[…] – pisze Alicja Bogiel.

Pasjonaci winorośli namawiali do inwestowania w tradycję regionu lubuskiego, za ich namową powstało kilka dużych i wiele mniejszych przydomowych plantacji. Plantatorzy ponieśli już sporo kosztów w nowe nasadzenia i pielęgnację oraz sprzęt do przerobu winogron. Liczba plantatorów w regionie stale wzrasta, ludzie inwestują i wierzą że ta działalność może stać się ich przyszłym źródłem utrzymania. Obecnie ich główny dochód pochodzi ze sprzedaży: winogron, octu winogronowego, marynowanych liści winogron na gołąbki. Tego, z czego w głównej mierze utrzymują się zachodnie winiarnie - sprzedaży wina, nasze rodzime plantacje - nie mogą robić.
Główną przeszkodą winiarzy – rolników są wymogi administracyjne. Wymogi, których nie ma innych krajach Unii Europejskiej. Zliczyć do nich można m. in. posiadanie laboratorium, aby pilnować jakość trunku. Trzeba również mieć skład podatkowy – wymagany identycznie, jak od producentów spirytusu. […]

Danuta i Marek Krojcigowie już mieli podpisane umowy z hurtownią, która sprzedawałaby ich wino w sklepach. Ale nawet oni – mimo drogich inwestycji w Górzykowie – nie podołali wymogom administracyjnym […].
Dodatkową i chyba najważniejszą sprawą dla całego regionu lubuskiego przy okazji winobrania była by agroturystyka – motor napędowy wszystkich plantacji winiarskich Europy. Dopóty złe zapisy administracyjne będą dezorganizowały prawdziwe winobrania połączone z konsumpcją trunków, zgodnie z europejską tradycja winiarską, dopóty nigdy nie będzie mogli liczyć na prawdziwy rozwój rodzimego winiarstwa.

Źródło: Gazeta Lubuska

Podobał się artykuł? Podziel się!