We wtorek sąd zamknął przewód sądowy w tej sprawie. Obie strony sporu podtrzymały przed sądem swoje stanowiska. Ogłoszenie wyroku zostało odroczone do poniedziałku.

Trela został odwołany z funkcji prezesa 19 lutego ub. roku przez prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych, która nadzoruje stadninę. Trela zeznawał przed sądem, że pracę w stadninie w Janowie Podlaskim rozpoczął w 1978 r. Pełnił różne funkcje. Na prezesa został powołany w 2000 r. Powołanie to nie było ograniczone kadencją. Równocześnie podpisano z nim umowę o pracę na czas pełnienia funkcji prezesa (nie określony żadnym terminem). W ocenie Treli, należy więc traktować umowę z nim zawartą jako umowę o pracę na czas nieokreślony, a wtedy obowiązywałby trzymiesięczny okres wypowiedzenia i wynagrodzenie za ten czas. Trela wnosi o wypłacenie mu z tego tytułu 36 tys. zł.

Podczas rozprawy we wtorek Trela podtrzymał swoje stanowisko. Zeznał m.in., że pełnił w stadninie również funkcję dyrektora generalnego, a także mieszkał na terenie stadniny, ponieważ - jak tłumaczył - specyfika hodowli koni wymaga całodobowej obecności osób za tę hodowlę odpowiedzialnych.

Pełnomocnik Treli Jacek Ciepluch powiedział, że problem w tej sprawie sprowadza się do rozumienia zawartej z Trelą umowy o pracę. Jego zdaniem, skoro powołanie Treli na prezesa w wymiarze korporacyjnym było na czas nieoznaczony, to także umowa o pracę została zawarta na czas nieokreślony. Przypomniał, że umowa o pracę jest najbardziej chronioną umową w obrocie prawnym.

Pełnomocnik Stadniny Koni w Janowie Podlaskim Grzegorz Fertak wniósł o oddalenie pozwu w całości. Podtrzymał swoje stanowisko, że umowa o pracę została zawarta z Trelą w 2000 r. na czas pełnienia funkcji prezesa stadniny i taka umowa wygasa w momencie, gdy osoba zostaje odwołana ze stanowiska. Nie przysługuje tu żaden okres wypowiedzenia.

Przypomniał, że w umowie było zawarte jednoznaczne sformułowanie, iż jest zawarta na czas pełnienia określonej funkcji. Jego zdaniem, można rozumieć rozgoryczenie Treli, że po wielu latach kierowania stadniną został odwołany, ale tego rodzaju umowa z prezesem zarządu nie jest jakąś szczególną dolegliwością, nie ma charteru dyskryminującego i była powszechnie stosowana w spółkach Skarbu Państwa. "Z punktu widzenia prawnego nic spółce zarzucić nie można" - powiedział Fertak.