Ciepła jesienna pogoda sprzyjała zarówno spacerom, jak i zwiedzaniu stoisk piekarzy i cukierników z Warszawy i okolic. Obok tradycyjnych bułek oraz pszennych i żytnich chlebów mistrzowie piekarscy przywieźli ze sobą wiele oryginalnych wyrobów, jak np. chleby z samych ziaren, bez mąki, bez glutenu, wzbogacane dodatkiem m.in.: nasion słonecznika, dyni, amarantusa, sezamu, siemienia lnianego, grysu kukurydzianego, kaszy gryczanej, płatków owsianych, suszonych owoców, jak np. żurawiny, morele, daktyle, a także warzyw: marchwi czy szpinaku. Oryginalny smak niektórym bochenkom zapewnia dodatek maślanki, słodu jęczmiennego czy słodu żytniego.

Jedni piekarze pilnie strzegą swoich receptur, inni umieszczają na ulotkach zdjęcia swoich wypieków, podając skład. Klient lubi wiedzieć, co wybiera, zwłaszcza w czasach wszechobecnych alergii i nietolerancji pokarmowych.  A i tak wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach – znajomość składników bez proporcji i szczegółów technicznych receptury na niewiele się przyda.  W jednej kwestii piekarze są nadzwyczaj zgodni: – Tajemnica świeżości chleba tkwi w zakwasie. Taki chleb potrafi zachować świeżość nawet przez tydzień – słyszymy na wielu stoiskach. Warszawiacy chętnie wybierają ciężkie, wilgotne chleby przyrządzane za zakwasie. Dużą popularnością cieszy się pieczywo razowe: żytnie, pszenne i mieszane. Wybór dodatków – czy to nasion, czy owoców lub warzyw – to już kwestia gustu.

Duże stoiska zaprezentowały m.in. stołeczny SPC i piekarnia Piekarnia-Cukiernia Grzybki oraz dobrze znana Warszawiakom Putka z Wesołej, a także Piekarnia Kurpiowska Serafin z okolic Łomży. Nie zabrakło też mniejszych lokalnych wytwórców sprzedających pieczywo własnej receptury, pajdy chleba ze smalcem, jak również inne wyroby spożywcze: sery (m.in. znane i lubiane oscypki), wędliny, słodycze, sękacze czy lokalne piwa i napitki, m.in. kwas chlebowy. Najdłuższą podróż, przynajmniej pod względem kulturowym, musieli niewątpliwie przebyć organizatorzy stoiska serwującego potrawy tatarskie. Po raz kolejny potwierdziło się, że  Polacy lubią nowinki kulinarne i chętnie próbują kuchni innych narodów. Przy stoisku tatarskim panował ciągły ruch – odwiedzający próbowali potraw, dopytywali o ich skład i specyfikę, a potem wracali po większe zakupy.